wtorek, 9 maja 2017

Przyzywanie wiosny

Witajcie.

Z racji, że wczoraj w drodze z treningu przemarzłam na kość, dziś musiałam sobie odpuścić. Ale iście wiosenną gimnastykę odstawiłam w domu biorąc się pełną parą za generalne porządki. Ale nie o takie przyzywanie wiosny mi chodziło. 

Dziś rano powitał mnie taki widok za oknem:


Normalnie aż z rozpędu sprawdziłam w kalendarzu, czy to maj na pewno... Ale że maj a mnie ta pogoda próbuje zmusić do braku ruchu, to zaczęłam dzień od przywoływania wiosny. Od Wielkanocy leżały sobie na parapecie i czekały na swoją chwilę skręcone w wolnej chwili quillingowe krokusy. One właśnie posłużyły mi do rytuału przywołania. Chyba nawet podziałało, ponieważ po paru godzinach sytuacja wyglądała tak: 


A teraz wygląda tak:


Tak przyznaję się, że zabawa paskami papieru mi się spodobała.

Nie dajcie się pogodzie, wiosna w końcu przyjdzie! :-D

Pozdrawiam, 
Wehlen

piątek, 5 maja 2017

Zakładka

Witajcie.

Miałam ambitny plan odpocząć. W końcu weekend długi na 4 dni, mój Niedźwiedź miał wolne, więc cóż robić, jak nie odpoczywać? No okazuje się, że spotkania i imprezy rodzinne mogą skutecznie zająć czas. Baaardzo skutecznie. Więc teraz odpoczywam zawalona robotą (życie bywa dziwne). Ale zdążyłam w niedzielę wydłubać zakładkę. W poniedziałek jechaliśmy do mojej mamy, a że niedawno miała urodziny, nie byliśmy u niej w święta, to bardzo się spieszyłam, żeby prezent w niedzielę udłubać. Zdążyłam! Choć szydełkowanie trybem: 5 minut machania szydełkiem, kwadrans odpoczynku, jest denerwujące. Ale jest. 

Swoją drogą: nienawidzę szydełkowania ale kocham szydełkowanie brzmi trochę jak syndrom sztokholmski, albo początek uzależnienia. ;-)




Dobra, a teraz uciekam na trening, a po nim dłubię dalej co wisi na liście do zrobienia (tak! lista powstała! i straszy). Albo... Aktualnie walczę z czymś takim. Zgadujecie co się szykuje? ;-)



Pozdrawiam,
Wehlen
 

środa, 26 kwietnia 2017

Się porobiło...

Witajcie,

taki się ze mnie wytrwały bloger zrobił, że prawie tu nie zaglądam (nawet przegapienie rocznicy bloga zauważyłam dopiero niedawno). Niedobrze. Coraz więcej rzeczy nawet nie focę. Też niedobrze. 
A jest coś dobrze? No jest... Muszę robić więcej, bo kolejna edycja Babiego Raju się zbliża i już mam termin i już byłam pytana, czy biorę udział (nawet mam nadzieję na załapanie się na jedne warsztaty :-D) a jak mogę nie brać udziału, jak jestem od samego początku z imprezą związana? No jak? No i tworzyć muszę więcej niż tworzę i to na krótkie terminy. Jakieś szaleństwo zapanowało w moim życiu twórczym chwilowo.

Ostatnio udało mi się zrobić coś dla siebie po prostu, czy też raczej dla mojego Niedźwiedzia. Miałam niepokojąco spokojne święta, więc mogłam spokojnie podłubać. Ostrzegam, że to jest praca, w której wyłazi ze mnie totalny maniak fantastyki (mówiąc językiem młodych nie spolszczających wszystkiego "geek"). Haftowana zakładka, której projekt powstał na podstawie tego obrazka: 


Tyle tylko że... W wersji czarno-białej. Dla ciekawych: jest to symbol krasnoludów ze świata Warhammera (jak macie dodatkowe pytania - pytajcie). Moje szczęście krasnoludy uwielbia, a obydwoje bardzo lubimy ten konkretny świat, więc wybór wzoru był dla mnie dość oczywisty. Samo zaś projektowanie wzoru było niezłą zabawą.





Dość mam dłubania się z krzyżykami na jakiś czas (wmawiam sobie, żeby nie brać się za nie jak jest robota do zrobienia). Ale prac maniakalnych można się spodziewać (ale w większości po tych kompletnych wariactwach. Chociaż...).

Co do początkowej listy rzeczy niedobrze obiecuję poprawę. Szczerze. Zacznę focić! I zaglądać tutaj regularnie! Słowo wilkołaka!

Pozdrawiam, 
Wehlen

P.S. Zerknęłam na projekty. Tak, maniakalnych prac nawet należy oczekiwać. ;-)


piątek, 14 kwietnia 2017

Jeszcze trochę wielkanocnie

Witajcie.

Co może robić wilkołak, jak został cokolwiek unieruchomiony? Ano, rękodzielniczyć. Na szczęście dłonie funkcjonują, więc można tworzyć. W sumie rzeczy natworzyło się już na kilka postów i podzielić to jakoś sensownie będę musiała (choć zaliczyłam szydełkowy niewypał z winy zbyt grubej nici). Ale chyba poważnie będę musiała stworzyć jakąś listę, bo pomysłów mam coś dużo...

Dziś w każdym razie ostatnie okołoświąteczne twory. Ostatnia partia jajek (tym razem jajca seryjne ;-) ).



No i parę kartek (bo jak się rozkręciłam z paseczkami, to machnęłam nadmiar kwiatków, to na kartki się zdały). Dopiero tnąc zdjęcia na kompie odkryłam, jak strasznie drżą mi ręce. No cóż, już nie mam jak zdjęć poprawić...




Pozdrawiam, 
Wehlen

środa, 5 kwietnia 2017

Karczochowe jajca

Obiecałam więcej. Jaj w sensie. Coś czuję że na wstążki to ja długo patrzeć nie będę mogła. Ale przy okazji robienia tych jaj odkryłam ciekawą rzecz. Robienie karczochów jest trochę jak zmywanie. Co prawda nie mam pomysłów na morderstwa, ale jest to robota tak odmóżdżająca, że umysł mój śmiga sobie swobodnie i co jakiś czas bez przeszkód skrzy ideami. Przerażające w sumie. Ale dzięki temu mogę zapowiedzieć powrót do makramy z baaardzo nietypowymi kaboszonami. Muszę tylko dobrze zaplanować działania, żeby się ze wszystkimi ideami jakoś w czasie zmieścić. A jeszcze paroma ideami zostałam ostatnio zainfekowana, a tego zakażenia nie mam zamiaru leczyć. ;-)






No dobra. A co się działo u mnie, że wsiąkłam? Po pierwsze wróciłam do swej wielkiej miłości jaką są RPGi. Wcięło mi to na starcie sporo czasu, bo po kilku latach przerwy potrzebowałam nieco odrdzewieć i przypomnieć sobie jak się prowadzi kampanię wykańczając graczy nerwowo. Przy okazji sprawdziłam też, czy potrafię żyć bez rękodzieła i... Wrąbałam się w parę czasożernych projektów (haft to już nie tylko powstający w żółwim tempie ptak). A! Odpowiedź brzmi: nie potrafię. Do tego wszystkiego weszło małe przemeblowanie i próby ogarnięcia chaosu. W związku z tym wszystkim jestem do tyłu z taką ilością rzeczy, że nie wiem za co łapać. Zastanawiam się, czy rozpisany plan by tu cokolwiek pomógł... (już to widzę. 1. Przegląd sznurków. 2. Zalać mózg na noc odrdzewiaczem. 3.Schować wstążki głęboko do listopada, niech nie straszą)

Pozdrawiam,
Wehlen

P.S. Uzupełniłam listę zaliczonych książek (tak, w niektórych przypadkach to zaliczenie należy traktować dosłownie "Skończone! Potęgi, co za szmira...").

wtorek, 4 kwietnia 2017

Wciąż istnieję

Witajcie

Tak, wiem, wilkołak wsiąkł na miesiąc, ale żyje. Nawet żadnej kończynki mu nie brakuje. ;-)
Musiałam ogarnąć parę rzeczy. Zrobić krok w tył i popatrzeć na sprawy na spokojnie. Wciąż porządkuję pliki do przerzucenia na nowego kompa i robię listę brakujących programów, żeby je za jednym zamachem zainstalować. Poza tym wiecie no... Andromeda wyszła i wciągnęła mnie na amen.
Ale wróciłam, tak nieco przed jajcarskimi świętami z iście jajecznymi postami. 

Nie mam zwyczaju dekorowania domu na Wielkanoc. Powiedzmy sobie szczerze. Ja naprawdę nie lubię świąt. Wszelkich... Ale przymusiło mnie, więc zaczęły powstawać wielkanocne dekoracje. Bo czemu by nie?

Uległam fascynującej modzie oklejania jajek sznurkiem. Pierwszy efekt prezentuje się tak. W sumie nawet mi się podoba. Nawet bardziej, niż oczekiwałam.



Jutro coś więcej. Póki co: żyję. ;-)

Pozdrawiam,
Wehlen

PS. Tak, jestem świadoma, że zdjęcie jest kiepskiej jakości. Ale chwilowo nie poradzę.

wtorek, 21 lutego 2017

Sokole oko

Witajcie.

Chciałam napisać krótko i sensownie ale coś mi się wątki plączą i każdy ucieka w swoją stronę. Więc będzie dłużej, mam nadzieję że nie chaotycznie.

Wiecie, że wilkołaki to bestie wredne czasem? Ale nie jest to zamierzone. Po prostu wychodzi. I tak polazłam dnia pięknego zimowego z przyjaciółką na zakupy. Weszłam do sklepu po kadzidełka a tam były kamyki. W sumie wiedziałam, że miewają kamienie ozdobne, ale jakoś zawsze przechodziłam nad nimi i szłam dalej, bo bryłki... Co ja zrobię z bryłką? Ale tego dnia zatrzymała mnie przy nich promocja. "Kupię może jakiś ładny, niech leży, może mnie kiedyś najdzie". Chyba każdy, kto tworzy ma czasami takie momenty zakupowe... No ale stanęłam nad nimi i mi zgrzytnęło. Z jednej strony odezwały się we mnie lata nauki o minerałach używanych przy produkcji biżuterii, z drugiej nauczyciel... No i (w sumie tylko dlatego, że byłam jedynym klientem) spytałam grzecznie pani, czy ona te kamienie dostaje opisane może. Okazało się, że opisuje sama na podstawie książki, bo w sumie się nie zna. Zrobiłam więc skrócony wykład o różnicach między tygrysim, bawolim a sokolim okiem. Bo tygrysie było pomieszane z bawolim, a sokole opisane jako bawole (zgroza). 
Skąd ten wstęp? Ano stąd, że wyszłam wtedy ze sklepu mając w torebce papierową paczuszkę ze ślicznym agatem, ciekawym fluorytem i tymi dwoma ślicznościami:


To właśnie, moi mili jest sokole oko. Śliczne, prawda? 

A teraz trochę teorii (za wikipedią):
Kwarcowe sokole oko lub kwarcowe jastrzębie oko – niebieskoszara, niebieskozielona lub niebieskobrunatna, nieprzezroczysta odmiana kwarcu. Wykazuje optyczny efekt kociego oka w postaci wędrującej podczas poruszania kamieniem, pasowej migotliwości.

No dobra. A po tym przydługim wstępie oznajmiam radośnie, że udało mi się po zbyt długiej zdecydowanie przerwie, wrócić do tworzenia. Przerwa nie wynikła z mojej winy, ale i tak za nią przepraszam. W każdym razie siadłam w końcu na stanowisku roboczym, złapałam za jeden z kamieni i stwierdziłam, ze to jego czas. Przegrzebałam sznurki, w głowie zaczął mi się tworzyć projekt i zabrałam się do pracy. W sumie projekt poszedł do kosza jakoś w połowie pracy, bo sznurki i kamień chciały czegoś innego (też tak czasem macie?). No ale w końcu powstał wisior.


I żeby było uczciwie: efekt kociego oka:


video

Skąd różnica w kolorach? Pierwsze zdjęcie było zrobione w słoneczny dzień w świetle naturalnym, drugie z lampą błyskową a trzecie (filmik) przy świetle lampy z żarówką małej mocy dającą ciepłe światło.

 Ze względu na kolorystykę łapie się on chyba na papuzie kolorki, więc zgłaszam. A co do papug. Jak byłam dzieckiem, hodowaliśmy z braćmi faliste. W sumie przypomniało mi się przez baner zabawy. :-)

http://danutka38.blogspot.com/2017/02/cykliczne-kolorki-luty-2017.html


Zakończę pytaniem, chcecie by dorzucać informacje o kamieniach, których używam? Tak jak tutaj?

Pozdrawiam ciepło,
Wehlen

P.S. Znów zaczynam plątać sznurki. W końcu się odblokowałam. :-)
P.S. Ostrzegam, że posty mogą pojawiać się znacznie rzadziej, niż bym chciała, ale wymyśliłam sobie trochę czasochłonnych projektów i jakoś muszę znaleźć czas na wszystko.
I P.S. po raz trzeci: przepraszam za długość posta, ale czasami człowiek, jak i wilkołak, musi ;-)