piątek, 14 kwietnia 2017

Jeszcze trochę wielkanocnie

Witajcie.

Co może robić wilkołak, jak został cokolwiek unieruchomiony? Ano, rękodzielniczyć. Na szczęście dłonie funkcjonują, więc można tworzyć. W sumie rzeczy natworzyło się już na kilka postów i podzielić to jakoś sensownie będę musiała (choć zaliczyłam szydełkowy niewypał z winy zbyt grubej nici). Ale chyba poważnie będę musiała stworzyć jakąś listę, bo pomysłów mam coś dużo...

Dziś w każdym razie ostatnie okołoświąteczne twory. Ostatnia partia jajek (tym razem jajca seryjne ;-) ).



No i parę kartek (bo jak się rozkręciłam z paseczkami, to machnęłam nadmiar kwiatków, to na kartki się zdały). Dopiero tnąc zdjęcia na kompie odkryłam, jak strasznie drżą mi ręce. No cóż, już nie mam jak zdjęć poprawić...




Pozdrawiam, 
Wehlen

środa, 5 kwietnia 2017

Karczochowe jajca

Obiecałam więcej. Jaj w sensie. Coś czuję że na wstążki to ja długo patrzeć nie będę mogła. Ale przy okazji robienia tych jaj odkryłam ciekawą rzecz. Robienie karczochów jest trochę jak zmywanie. Co prawda nie mam pomysłów na morderstwa, ale jest to robota tak odmóżdżająca, że umysł mój śmiga sobie swobodnie i co jakiś czas bez przeszkód skrzy ideami. Przerażające w sumie. Ale dzięki temu mogę zapowiedzieć powrót do makramy z baaardzo nietypowymi kaboszonami. Muszę tylko dobrze zaplanować działania, żeby się ze wszystkimi ideami jakoś w czasie zmieścić. A jeszcze paroma ideami zostałam ostatnio zainfekowana, a tego zakażenia nie mam zamiaru leczyć. ;-)






No dobra. A co się działo u mnie, że wsiąkłam? Po pierwsze wróciłam do swej wielkiej miłości jaką są RPGi. Wcięło mi to na starcie sporo czasu, bo po kilku latach przerwy potrzebowałam nieco odrdzewieć i przypomnieć sobie jak się prowadzi kampanię wykańczając graczy nerwowo. Przy okazji sprawdziłam też, czy potrafię żyć bez rękodzieła i... Wrąbałam się w parę czasożernych projektów (haft to już nie tylko powstający w żółwim tempie ptak). A! Odpowiedź brzmi: nie potrafię. Do tego wszystkiego weszło małe przemeblowanie i próby ogarnięcia chaosu. W związku z tym wszystkim jestem do tyłu z taką ilością rzeczy, że nie wiem za co łapać. Zastanawiam się, czy rozpisany plan by tu cokolwiek pomógł... (już to widzę. 1. Przegląd sznurków. 2. Zalać mózg na noc odrdzewiaczem. 3.Schować wstążki głęboko do listopada, niech nie straszą)

Pozdrawiam,
Wehlen

P.S. Uzupełniłam listę zaliczonych książek (tak, w niektórych przypadkach to zaliczenie należy traktować dosłownie "Skończone! Potęgi, co za szmira...").

wtorek, 4 kwietnia 2017

Wciąż istnieję

Witajcie

Tak, wiem, wilkołak wsiąkł na miesiąc, ale żyje. Nawet żadnej kończynki mu nie brakuje. ;-)
Musiałam ogarnąć parę rzeczy. Zrobić krok w tył i popatrzeć na sprawy na spokojnie. Wciąż porządkuję pliki do przerzucenia na nowego kompa i robię listę brakujących programów, żeby je za jednym zamachem zainstalować. Poza tym wiecie no... Andromeda wyszła i wciągnęła mnie na amen.
Ale wróciłam, tak nieco przed jajcarskimi świętami z iście jajecznymi postami. 

Nie mam zwyczaju dekorowania domu na Wielkanoc. Powiedzmy sobie szczerze. Ja naprawdę nie lubię świąt. Wszelkich... Ale przymusiło mnie, więc zaczęły powstawać wielkanocne dekoracje. Bo czemu by nie?

Uległam fascynującej modzie oklejania jajek sznurkiem. Pierwszy efekt prezentuje się tak. W sumie nawet mi się podoba. Nawet bardziej, niż oczekiwałam.



Jutro coś więcej. Póki co: żyję. ;-)

Pozdrawiam,
Wehlen

PS. Tak, jestem świadoma, że zdjęcie jest kiepskiej jakości. Ale chwilowo nie poradzę.

wtorek, 21 lutego 2017

Sokole oko

Witajcie.

Chciałam napisać krótko i sensownie ale coś mi się wątki plączą i każdy ucieka w swoją stronę. Więc będzie dłużej, mam nadzieję że nie chaotycznie.

Wiecie, że wilkołaki to bestie wredne czasem? Ale nie jest to zamierzone. Po prostu wychodzi. I tak polazłam dnia pięknego zimowego z przyjaciółką na zakupy. Weszłam do sklepu po kadzidełka a tam były kamyki. W sumie wiedziałam, że miewają kamienie ozdobne, ale jakoś zawsze przechodziłam nad nimi i szłam dalej, bo bryłki... Co ja zrobię z bryłką? Ale tego dnia zatrzymała mnie przy nich promocja. "Kupię może jakiś ładny, niech leży, może mnie kiedyś najdzie". Chyba każdy, kto tworzy ma czasami takie momenty zakupowe... No ale stanęłam nad nimi i mi zgrzytnęło. Z jednej strony odezwały się we mnie lata nauki o minerałach używanych przy produkcji biżuterii, z drugiej nauczyciel... No i (w sumie tylko dlatego, że byłam jedynym klientem) spytałam grzecznie pani, czy ona te kamienie dostaje opisane może. Okazało się, że opisuje sama na podstawie książki, bo w sumie się nie zna. Zrobiłam więc skrócony wykład o różnicach między tygrysim, bawolim a sokolim okiem. Bo tygrysie było pomieszane z bawolim, a sokole opisane jako bawole (zgroza). 
Skąd ten wstęp? Ano stąd, że wyszłam wtedy ze sklepu mając w torebce papierową paczuszkę ze ślicznym agatem, ciekawym fluorytem i tymi dwoma ślicznościami:


To właśnie, moi mili jest sokole oko. Śliczne, prawda? 

A teraz trochę teorii (za wikipedią):
Kwarcowe sokole oko lub kwarcowe jastrzębie oko – niebieskoszara, niebieskozielona lub niebieskobrunatna, nieprzezroczysta odmiana kwarcu. Wykazuje optyczny efekt kociego oka w postaci wędrującej podczas poruszania kamieniem, pasowej migotliwości.

No dobra. A po tym przydługim wstępie oznajmiam radośnie, że udało mi się po zbyt długiej zdecydowanie przerwie, wrócić do tworzenia. Przerwa nie wynikła z mojej winy, ale i tak za nią przepraszam. W każdym razie siadłam w końcu na stanowisku roboczym, złapałam za jeden z kamieni i stwierdziłam, ze to jego czas. Przegrzebałam sznurki, w głowie zaczął mi się tworzyć projekt i zabrałam się do pracy. W sumie projekt poszedł do kosza jakoś w połowie pracy, bo sznurki i kamień chciały czegoś innego (też tak czasem macie?). No ale w końcu powstał wisior.


I żeby było uczciwie: efekt kociego oka:


video

Skąd różnica w kolorach? Pierwsze zdjęcie było zrobione w słoneczny dzień w świetle naturalnym, drugie z lampą błyskową a trzecie (filmik) przy świetle lampy z żarówką małej mocy dającą ciepłe światło.

 Ze względu na kolorystykę łapie się on chyba na papuzie kolorki, więc zgłaszam. A co do papug. Jak byłam dzieckiem, hodowaliśmy z braćmi faliste. W sumie przypomniało mi się przez baner zabawy. :-)

http://danutka38.blogspot.com/2017/02/cykliczne-kolorki-luty-2017.html


Zakończę pytaniem, chcecie by dorzucać informacje o kamieniach, których używam? Tak jak tutaj?

Pozdrawiam ciepło,
Wehlen

P.S. Znów zaczynam plątać sznurki. W końcu się odblokowałam. :-)
P.S. Ostrzegam, że posty mogą pojawiać się znacznie rzadziej, niż bym chciała, ale wymyśliłam sobie trochę czasochłonnych projektów i jakoś muszę znaleźć czas na wszystko.
I P.S. po raz trzeci: przepraszam za długość posta, ale czasami człowiek, jak i wilkołak, musi ;-)

poniedziałek, 20 lutego 2017

Bajka o wilkołaku i bombardowaniu 2,5: niespodziewane wyróżnienie

Witajcie.
Obiecałam jeszcze jeden post o wyróżnieniu, no i jest. 

Wilkołak leżał na podłodze gapiąc się w tępo w sufit i przyglądając się krążącym wokół niego jak sępy niewesołym myślom. Co prawda dopiero co ktoś pochwalił go publicznie za dobrą robotę, co znacząco zmniejszyło liczbę natrętów, ale wciąż nie wyglądało to dobrze. 
W takiej oto dziwnej sytuacji zastał nieszczęsną bestię goniec wzywający wszystkich poddanych przed oblicze Danki Pomysłowładnej. "Toż to jeszcze nie czas..." pomyślał wilkołak, ale posłusznie podreptał na miejsce. Tam trwały gorączkowe przygotowania, w powietrzu czuć było pewną ekscytację, która udzieliła się ponurej jeszcze nieco bestii. 

Wtedy to stało się coś niezwykłego. Władczyni uciszyła zebranych znaczącym ruchem brwi i przemówiła. "Moi drodzy poddani. Spisaliście się wszyscy dzielnie w nierównej walce z pudełkowym najeźdźcą! Jednakże pragnę jedno z was nagrodzić za dzielność szczególną!". Wskazała następnie na wilkołaka, którego chętni strażnicy wyciągnęli z tłumu i zaciągnęli przed oblicze władczyni. Tam dostał ozdobiony pięknie dar i ciepłe słowo.

Wilkołak stanął przed władczynią nieco skonsternowany i uradowany, że pod sierścią nie widać rumieńca i rzekł. "Łaskawa Danko Pomysłowładna. Bardzo dziękuję za to wyróżnienie. Jestem niezwykle podekscytowana" to akurat dało się poznać po nerwowym przestępowaniu z łapy na łapę "stając tu przed innymi Twoimi podwładnymi i odbierając ten niespodziewany zaszczyt. Stefania na pewno też się cieszy, że skrócony opis jej narodzin i pierwsze portrety stały się przyczynkiem do radości tak wielu istot." Skończywszy przemówienie, na które nie była gotowa, bestia wycofała się chyłkiem ściskając w łapach wyróżnienie i uśmiechając się tak promiennie, że wszystkie zające na wszelki wypadek pochowały się w ołowianych pudełkach.

W domu opowiedział swoją przygodę malutkiej Stfci, która ze wzruszenia aż otarła oczka macką. Zaś pięknie zdobiony dar zawisł na honorowym miejscu, by wszyscy odwiedzający widzieli, jak wielkie szczęście bestię spotkało. 

No popatrzcie sami, jaki cudny banerek dostałam na własność.  :-D

Pozdrawiam,
Wehlen

P.S. Kolejny post już obiecuję robótkowy. ;-)

Liebster award

Witajcie!

Świat postanowił zdjąć klątwę z mojego lutego i spotkały mnie w ciągu ostatnich paru dni dwa niezwykłe wyróżnienia. Dla porządku odniosę się do nich w osobnych postach.
Zaczęło się od tego, że Gosia z bloga "Papierowy jarmark" nominowała mnie do Liebster award. Początkowo tak mną to wstrząsnęło, że na początku w ogóle nie wiedziałam, co z tym zrobić. Tym bardziej, że pojawiło się w momencie, kiedy rozważałam rezygnację z prowadzenia bloga. Parę kubków kawy później, doszłam do wniosku, że w sumie jest to fajna okazja, żeby dać się poznać. I to trochę inaczej niż przez swoje prace i historyjki.

Tak więc popatrzcie, co mnie spotkało. :-D

No i zasady zabawy:
Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Po odebraniu wyróżnienia należy odpowiedzieć na 11 pytań od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz od 5 – 11 blogów, które działają od niedawna lub mają mniejszą liczbę obserwujących, tak by też miały szansę zaistnieć w blogowej społeczności oraz zadajesz im swoich 11 pytań. Nie można nominować bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie. Zabawa nie jest przymusem”.

A teraz pytania Gosi:

1.      Czy wyobrażasz sobie, że mogłabyś przestać zajmować się rękodziełem?
"Oczywiście! Mogę z tym zerwać w każdej chwili! Ale jeszcze nie dziś..." Rękodzieło towarzyszy mi od wczesnego dzieciństwa. Wrosło w moje życie tak, że byłoby to trochę jak wyrwanie ręki...
2.      Jaką muzykę lubisz?
Jak Gośka zacznie zadawać pytania, to od razu gruby kaliber, zauważyliście? Muzyka wrosła w moje życie podobnie mocno jak rękodzieło. Dziś co prawda już raczej tylko słucham, ale i tak sporo tego. Po pierwsze kocham rocka. I to w wielkim spektrum od pop-rocka po trash-metal. Choć zasadniczo mam kilka ulubionych zespołów i rzadko coś do tej listy doskakuje. Poza tym uwielbiam bluesa, stary jazz, muzykę klasyczną... W sumie w większości gatunków jestem w stanie wskazać utwór, który ma w sobie "coś". A tak na deser dorzucam utwór, który mi się pomaga zbierać, jak jestem w psychicznej rozsypce:




3.      Jakie trzy rzeczy zabrałabyś na bezludną wyspę?
Księgę magii, zapas many i marchewkę.
4.      Twoja ulubiona pora roku.
Wiosna walczy o prymat z latem. Ale idą łeb z łeb. Uwielbiam wiosnę z jej barwami, zapachami, ptakami drącymi dzioby od świtu... A z drugiej strony kocham lato z jego skwarem, jako czas, kiedy mogę się wygrzać na słońc tak, że w końcu nic nie boli.
5.      Gdybyś przez jeden dzień mogłaby być zwierzęciem, to jakim byś była?
Kot! To oczywiste. Wyobraźcie to sobie! Cały dzień jeść, spać, domagać się pieszczot... Może jeden dzień bym wytrzymała. ^^'
6.      Twoje ulubione słodycze?
Imbir kandyzowany i gorzka czekolada (taka 90%).
7.      Czy boisz się pająków?:)
Wręcz przeciwnie!
8.      Czy jesteś „rannym ptaszkiem”, czy też raczej „nocnym Markiem”?
Dajcie mi dość kawy, a będę obydwoma! (serio, ciężko mi powiedzieć, bo śpię jakoś 4-6h na dobę więc wychodzi, że oba)
9.      Jaki jest Twój ulubiony kolor, a jaki najmniej lubiany?
Nie powiem, że czary jest moim ukochanym kolorem, bo po prostu jest on częścią mojej natury. Ale powiem, że kocham zieleń i czerwień. Posiadam też silną awersję do różu.
10.  W życiu kierujesz się bardziej rozumem czy sercem?
Rozumem. Mam wyraźne problemy z rozumieniem osób kierujących się emocjami, choć bardzo się staram.
11.  Twój ulubiony kwiat.
 Nie wiem. ^^' Chyba fiołki. I to w pełnym spektrum, wliczając w to polne, trójbarwne, bratki... Poza tym uwielbiam niezapominajki i róże.

 A teraz, z racji że mało łazikuję po blogach, a mieć mniej obserwatorów niż ja, nie jest łatwo, to część najtrudniejsza - nominacje. Kurczę, wiecie jak ciężko mi znaleźć kogoś, kto bloguje krócej niż ja? ^^'
W związku z powyższym mam propozycję. Pokażcie się wszyscy prowadzący bloga krócej niż ja, którzy tu zaglądacie i czujcie się wywołani do tablicy, jak i ja wywołana zostałam. (Nie no serio, nie będę nominować osób, które tu nie zaglądają, bo to mija się z celem, bo i tak nie zobaczą).

Pytania za to łapcie łatwe, lekkie i przyjemne.
1. Ulubiona książka.
2. Piosenka na niepogodę.
3. Hobby poza rękodziełem?
4. Morze czy góry?
5. Czy uprawiasz jakiś sport? (jaki?)
6. Twoja ulubiona potrawa?
7. Spódnica czy spodnie?
8. Jaki jest Twój ulubiony kolor?
9. Masz jakąś ulubioną technikę rękodzielniczą?
10. Jakieś gry komputerowe? :->
11. Masz jakieś ulubione zwierzę?

Pozdrawiam Was cieplutko i uciekam na trening (samo się nie poćwiczy),
Wehlen

P.S. Jak byłam dzieckiem, to sporo dziewczyn miało takie zeszyty z pytaniami i dawały je różnym osobom. Rekord z tego co miałam w rękach wynosił 120 pytań. To była taka nieco inna forma pamiętnika, nawet miało swoją nazwę chyba, ale jej nie pamiętam. Wspominam, bo mi ta zabawa trochę to przypomniała.

wtorek, 31 stycznia 2017

Bajka o wilkołaku i bombardowaniu część 2: Narodziny Stefanii

Witajcie.

Nadszedł dzień piękny i zimowy, w którym Danka Pomysłowładna ponownie wezwała swych poddanych. Wilkołak usiadł w tylnym rzędzie i przyglądał się całości z powątpiewaniem, bo wszystko co nie mieści się w jego biżuteryjnej koncepcji wszechświata bywa trudne a może i nieco uciążliwe.
Gdy wszyscy już zebrali się wokół miejsca spotkań władczyni spojrzała na swych poddanych bystrym wzrokiem i rzecze "Pudełka! Pudełka z okienkiem są tym, co macie wykorzystać w swej twórczości!". Wilkołak posłuchał, pokiwał łbem zamyślony i wrócił do domu. 
"Czasu dużo" pomyślał siadając w fotelu wygodnie "coś się wymyśli". Ale gdzieś z tyłu głowy te pudełka się biednej bestii obijały. I dnia pewnego, jakże szczęśliwego, bo projektowego, gdy pomysły spod ołówka wychodzą maszynowo, bezzębny tygrys aportuje zwinięte kulki ze złymi rysunkami, a omega co jakiś czas łaka szturcha uspokajająco nosem, w głowie naszej bestii pojawiło się objawienie "Ale bym sobie ulepiła taką zajebiaszczą ośmiornicę!". 
Gdy oświecenie minęło bestia popukała się w czoło, bo ostatni raz z lepieniem czegoś więcej niż przypadkowy kwiatek, to do czynienia miała jako szczenię. Ale pomysł się zalągł i zaczynał zapuszczać korzenie. Do myślowego głowonoga zaczęły dołączać myślowe koralowce. 

W końcu wilkołak poddał się i aby zrobić miejsce dla nowych pomysłów, zabrał się do pracy. Wybrał odpowiednie pudełko:



Wybebeszył je, żeby dostać się do czystego wnętrza (a wybebeszać to łaki lubią ;-) ) i zaczął żmudny proces planowania i lepienia.



Zaczął do koralowców, stwierdzając że będą dobrą rozgrzewką. W końcu nadszedł czas na ośmiornicę. Powstawała powoli na zapasowym pudełku. Na tym też etapie została ochrzczona.
- Chodź zobaczyć jak mi fajnie to lepienie idzie! - zawołał wilkołak radośnie.
- Cześć, Stefan! - rzucił Niedźwiedź podchodząc do stołu, gdzie powoli powstawał głowonogi atak słodyczy.
Po chwili oba stworzenia orzekły, że ze względu na kolor to raczej Stefania i tak też zostało.





I tak wilkołak się w tym lepieniu pogubił, że do radosnej rodzinki dołączyła jeszcze rozgwiazda a on zdziwiony kończąc odkrył, że już niemal północ. Z rana jednak zaraz wilkołak zabrał się za wypalanie ulepionego towarzystwa i przerabianie pudełka na wrak.





Po złożeniu na nowo pudełko wygląda już jak wrak, który trochę czasu w wodzie poleżał.



Wilkołak odetchnął głęboko i zabrał się za klejenie wszystkiego już w jedną całość.
Stefania zamieszkała we wraku porośniętym tu i ówdzie koralowcami, a żeby nie czuła się samotna, do towarzystwa dostała rozgwiazdę. Dno pudełka zostało dociążone, by trzymać pion.
Bestia kudłata spojrzała na swoje dzieło z zadowoleniem i pobiegła złożyć je w ofierze łaskawej władczyni.
A teraz już na poważnie. Skończona Stefania wygląda tak:


Trochę zbliżeń i innych rzutów:




Stefania została strażniczką innych światów, czyli wylądowała na półce z fantastyką:


Od baaardzo dawna nie lepiłam nic, co nie było przypadkowym, potrzebnym mi akurat do czegoś kwiatkiem. Więc jestem bardzo zadowolona z efektu. Na koniec jeszcze obowiązkowy baner.

https://danutka38.blogspot.com/2017/01/kreatywne-bombardowanie-nr3.html

Pozdrawiam,
Wehlen