piątek, 20 października 2017

Tupu tupu

Witajcie!

Życie moje stało się już chyba całkiem szalone. Pierwsza wersja tego posta powstała na zajęciach tańca.Druga powstawała nad kolacją na telefonie (ale umarła mi bateria). Więc trzecia powstaje nad kubkiem kawy. 
Wciąż męczę koraliki. Tym razem jest to wzór z typu "słodkie, że ojej", czyli kocie łapki.A że wciąż trzyma mnie mocno robienie kolczyków na sztyfcie, to te są takimi właśnie.
Te powstały jako pierwsze (niemal nienawidzę siebie za to połączenie kolor.ów, ale wygląda fajnie):


Te to już niejako z rozpędu po tych pierwszych:


I jeszcze fotka stadna:



Inktobera nie wrzucam, bo jestem trochę do tyłu. Stanęłam chwilowo przed wyborem: rysować albo spać. A że i tak mam ostatnio za mało snu, to wybór był oczywisty.

Pozdrawiam cieplutko,
Wehlen

czwartek, 12 października 2017

Liski

Witajcie!

Ostrzegam, że dzisiejszy wpis będzie trochę marudzący, bo koło mojego fotela leży puchaty kłębuszek nieszczęścia. Ale po kolei.

Najpierw rękodzieło.
Liski, bo moja chrześniaczka strasznie je ostatnio kocha. Powstały więc kolczyki i, z rozpędu, wisiorek do kompletu. To ma być prezent gwiazdkowy dla niej. Choć raz któryś prezent mam mocno przed czasem!

No więc tak: kolczyki:


Są na sztyftach, żeby panienka z gimnazjum mogła je spokojnie do szkoły nosić.

Do kompletu wisiorek:



I komplecik razem: 


Mam nadzieję, ze młoda fanka lisków będzie szczęśliwa. :-D

No i co z moim kłębuszkiem? Musiał solidnie wkurzyć kotkę, bo oberwał od niej. Ma uszkodzoną trzecią powiekę, dostaje antybiotyki i mamy nadzieję, ze żadne cholerstwo się nie przyplącze.

A teraz już całkiem niepoważnie: inktober trwa. Więc rysunków ciąg dalszy:

dzień szósty



dzień siódmy



dzień ósmy



dzień dziewiąty


dzień dziesiąty


dzień jedenasty


i dzień dwunasty (dzisiaj, znaczy się)



A teraz uciekam na tańce w nadziei, ze się nie spóźnię.
Pozdrawiam, 
Wehlen

P.S. Tak! Moi gracze siedzieli jak na szpilkach a nawet podskakiwali momentami. :-D Z resztą niedzielny chomik zombie jest winą moich graczy. Tak się kończy rozśmieszanie mistrza gry.

czwartek, 5 października 2017

Koty

Witajcie.

Czasami mam wrażenie, że ludzkość wróciła do czczenia kotów. Szczególnie, jak się okaże, że robisz jakieś kotki i nagle pojawia się masa próśb w typie "zrób mi". Przez ostatnie miesiące czarnych (serio, tylko i wyłącznie) kotów powstało kilka w różnych wariacjach (dodaj złoto, dodaj fiolet, a może biały). Uf... mam nadzieję, że to ciśnienie na czarne koty teraz trochę odpuści, bo jeszcze trochę i nie będę mogła na czarne koraliki patrzeć.

No to jest ich część (pozostałe od razu uciekły do nowych domków i nawet zdjęć im zrobić nie zdążyłam):






Inktober wciąż w ruchu. Choć nie wiem chwilowo, po co to sobie robię.

Dzień 3



Dzień 4



Dzień 5


Tyle na dziś. Ogarniam się i lecę tańczyć.
Pozdrawiam,
Wehlen

poniedziałek, 2 października 2017

Imperialny smok

Witajcie!
Ciągle sobie obiecuję, że będę regularnie i w ogóle. I to wiele rzeczy. Dłubać, rysować, publikować na blogu, ćwiczyć... No i w sumie z tego wszystkiego, to tylko latanie na siłownię mi wychodzi. Ja chyba sobie normalnie muszę przypominajki w telefon wrzucić.

To dzisiaj, z winy długiego mojego zamuła, post mocno zbiorczy. Na dobry początek smok. Znowu The Elder Scrolls. Smok - symbol Imperium Tamriel. Technika: brick stitch. Świetnie się nią bawię, więc będę z nią coraz więcej pracować. 




Co poza tym? Poza tym wracam do tańca, ale w nieco innej odsłonie, bo zapisałam się na zajęcia... Baletu. Jutro pierwsze spotkanie. Zobaczymy co z tego wyjdzie. :-D

Aktem terroru niemalże zostałam skłoniona do wzięcia udziału w akcji Inctober, czyli października pod znakiem rysunków tuszem. Codziennie jeden. Postanowiłam je dołączać do postów, co mi tam.A więc wczorajszy:



I dzisiejszy:



Udało mi się w końcu narysować foremną po całości postać (tak, zmora moja, czyli cycki i nogi zostały ogarnięte!).



Poza tym wciąż próbuję odrdzewieć jako Mistrz Gry. W sobotę zobaczymy, czy wciąż mam"to coś" przez co moim graczom zdarzało się siedzieć i obgryzać paznokcie z emocji. ;-)

No i w planie mam zainstalowanie w końcu tabletu na kompie i przypomnienie sobie, jak się rysowało komiksy.

Chyba tyle tego na dziś. I znowu obiecuję sobie, że będę regularnie...

Pozdrawiam, 
Wehlen

czwartek, 24 sierpnia 2017

Modraszek wieszczek

Witajcie!

Macie tak czasami, że coś za Wami jakiś czas łazi (lata) a nie macie odwagi, żeby zrobić? Za mną tak latały motyle naszyjniki. Aż dostałam kopniakiem w postaci sierpnia u Danusi. Postanowiłam w końcu złapać za narzędzia i stworzyć pierwszy (tak, dobrze czytacie) z nich. Na pierwszy ogień poszedł jeden z moich ulubieńców: modraszek wieszczek.

Foto: Internet


Śliczny, prawda? 

A tak wygląda wersja naszyjnikowa:



No i z bliska:




Jeszcze bliżej ;-)


Jak wynikło na początku, zgłaszam modraszka na zabawę u Danusi.Więc baner:

http://danutka38.blogspot.com/2017/08/cykliczne-kolorki-sierpien-2017.html

Pozdrawiam,
Wehlen

wtorek, 22 sierpnia 2017

Skarpetka

Witajcie!

Koniec wakacyjnego opierniczania się! Wracam z całą masą duperelków i zupełnie świeżych projektów.
Dalej pilnie uczę się szydełkowania. Tym razem miał być ścieg podstawowy z haftem krzyżykowym. A mi się popsuło etui na telefon... Złapałam więc najbardziej pasującą mi strukturą włóczkę i zrobiłam. A potem... Zmieniłam telefon. Skarpetka okazała się zasadniczo dobra, ale za krótka. Stąd czarny pasek u góry (nie chciałam, żeby mi się wyhaftowany już wzór rozjechał).



Wyhaftowany znaczek to symbol Ziemi z Gwiezdnych Wrót. 

Na koniec baner  

http://byranya.blogspot.com/2017/07/szydeko-tunezyjskie-zadanie-2-splot.html


Pozdrawiam, 
Wehlen

P.S. Nie byłabym sobą, gdybym się nie pochwaliła. Dostałam prezent od mojej chrzestnej córy. :-D


poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Tu! O tutaj!


Witajcie!

Raz jeszcze sięgam do grafiki Skyrima, by zrobić kawałek biżuterii. Znów znacznik z mapy. Tym razem znacznik miejsca, w którym jest ciąg dalszy bieżącego zadania. Kolczyki. Też były widoczne na zdjęciu stoiska.
Mam wrażenie, że coraz lepiej się tym bawię!






Pozdrawiam!
Wehlen

P.S. Skończyłam kurs. Zdałam egzamin. Jestem z siebie dumna, tym bardziej, że wygrałam z koszmarnym strachem przed samochodami. :-D

czwartek, 3 sierpnia 2017

Motylki

Witajcie!

Dziś krótko. Motylki. Widoczne były na stole na jarmarku. Mam tylko jedno ich zdjęcie, bo pofrunęły w świat. Ale wzór jest wdzięczny, więc będzie coś w rodzaju powtarzalności (no przecież jest tyle odmian motyli, a fantazja może dorzucić jeszcze kilka...). Motylki to jakiś taki wdzięczny temat jest...


Tak, wiem. Rozpisałam się niemiłosiernie. Ale mam za sobą strasznie ciężki tydzień. Jeszcze tylko jutro i z głowy. Będę mogła wracać do normy.

Pozdrawiam,
Wehlen

P.S. Ja chyba posty związane z zabawami będę wrzucać jako całkiem dodatkowe, jak tak dalej pójdzie ^^'

poniedziałek, 31 lipca 2017

Kubranko

Witajcie!

Ja wiem, że miały być biżutki widoczne na zdjęciu zbiorczym i inne powstałe w trakcie jarmarku, ale w końcu miałam czas usiąść z szydełkiem. Tunezyjskim dokładniej. No i w sumie robótka jest skutkiem jarmarku.
Jak widać, na pasku bocznym, postanowiłam wziąć udział we wspólnej nauce szydełka tunezyjskiego. Pierwszym zadaniem jest prostokąt. I w sumie na początku chciałam pójść na totalną łatwiznę i zrobić podkładkę pod kubek na stół roboczy. Ale tak fajnie mi się dłubało, że wkrótce zrobiło się za duże. Popatrzyłam wtedy na mój stalowy kubek, który mi na jarmarku poparzył łapki (odruchowo złapałam jak ceramikę z kawą w środku...) i postanowiłam zrobić kubeczkowe ubranko.

Najpierw zdjęcie w trakcie:



A tak wygląda gotowe ubranko. 



I ubrany kubełek.



Na koniec dodaję baner, lecę dorzucić linka i spadam na rower. :-D

 
https://beva-handmade.blogspot.com/2017/06/szydeko-tunezyjskie-dla-poczatkujacych.html

Pozdrawiam, 
Wehlen

P.S. W następnym, poście już obiecuję biżuterię... Serio!

wtorek, 25 lipca 2017

Jarmark! Czyli zbieranie nowych doświadczeń

Witajcie!

Ten wpis miał być wczoraj, ale przyznaję się, że musiałam odespać weekend... Praca od samego rana do wieczora na jarmarku przy świrującej pogodzie wykończyła mnie bardziej niż się spodziewałam.

Cała zabawa zaczęła się w piątek. O 7 rano. Dostałyśmy (bo miałam wspólne stoisko ze znajomą) miejscówkę w fajnym miejscu (na moście na deptaku) z bardzo sympatycznymi ludźmi po prawej i lewej. Stoisko jednak rozstawione miałyśmy dopiero po 9, bo musiałyśmy poczekać na namiot. W ulewie... Tak jarmark wygląda w dzień rozpoczęcia z samego rana:




W końcu udało się nam rozstawić, i schować przed ulewą już w naszym namiocie (na szczęście sąsiedzi nasi dali nam wcześniej schować się u nich). Więc w końcu nasze stoisko wyglądało tak:


I zbliżenie na moją część: 



Tak, wiem, na tym zdjęciu macie zapowiedź kilka najbliższych wpisów...
Ale co jeszcze? Wpadła znajoma, która wie, że tworzę, sama tworzy i przyszłą powymieniać się technikami.

Sobota była dla nas bardziej łaskawa. Choć dla odmiany zaatakowała upałem. Ale to był dzień już w pełni rozkręconego jarmarku. Zaczął się wizyta fascynującej pani. Starszej, ubranej nieco nietypowo, z włosami pofarbowanymi na czarno, nieco rozwianymi. Podeszła ze słowami "Ja chciałam życzyć pani udanego dnia i dobrego handlu!" i poszła. Po paru metrach cofnęła się ze słowami "bo ja wróżką jestem i pomyślałam, że szczęście przyniosę". Cóż mi zostało... Podziękowałam.
W miarę regularnie przechodziło to, co na jarmarku kocham chyba najbardziej (mam jakąś obsesję na punkcie bębnów), czyli miejscowy zespół Tremolo:

video


Z ludzi fascynujących, była starsza pani, która poprosiła o szybki kurs haftowania koralikami. Zachwycona wyjaśniłam wszystko co mogłam i pokazałam, jak robię wisior (nie ma go zna zdjęciach, dłubałam go cały weekend i do jego premiery jeszcze trochę czasu). 

W niedzielę już ruch był mniejszy i pogoda mniej agresywna. Choć już byłam dwoma poprzednimi dniami wykończona. I powiedzmy sobie szczerze, przeziębiona po piątku. Ale i tak było trochę ludzi, dla których warto było siedzieć. Panie, które przyszły pogadać, bo widzą bardzo drobiazgowe rękodzieło. Mili ludzie, którzy dzień wcześniej kupili moją biżuterię i pani przyszła pochwalić, że świetnie się nosi, bo miała na sobie...

Ogólnie jarmark ogłaszam udanym i jeśli się da, będę stać za rok. Mam nawet pomysł, jak to nieco rozszerzyć. Ale zobaczymy. W każdym razie mam dużo nowych doświadczeń i sporo zapały do dalszej pracy dzięki bezpośredniemu kontaktowi z odbiorcą. :-D

Mam nadzieję, że nikogo nie zanudziłam!
Pozdrawiam, 
Wehlen

P.S. Pisałam o przemyśleniach odnośnie bloga. Tak, na pewno posty będą regularnie dwa razy w tygodniu. W tym albo raz w miesiącu, albo co dwa tygodnie (chyba to drugie jest bardziej prawdopodobne) takie prace jak niedawny smok, czyli związane z innymi moimi pasjami. Pasuje? ;-)

wtorek, 18 lipca 2017

Anielsko nieco

Witajcie!

Sprawy mi się nieco pokomplikowały, mam znowu przemyślenia odnośnie bloga (spokojnie, jego formy a nie rezygnacji z). Zobaczymy co mi z tego wyjdzie. Ale najpierw. W ciągłym ostatnio zamieszaniu mignęły mi nowe osoby zaglądające na bloga i chciałam je bardzo serdecznie powitać w mych skromnych progach. Rozgośćcie się i bawcie się dobrze.

Wzięło mnie ostatni na dziwne projekty, na szukanie inspiracji, ale pewnych nawyków nie zmieniam. Co jakiś czas musi się pojawić anioł, żeby rozluźnić atmosferę. ;-) Dziś więc sutaszowy wisior. Z aniołem wisior. Kolejny eksperyment z formą. Uważam go nawet za udany. i zdradzę Wam sekret: zaczynam się bawić kolorami sutaszu. Bójcie się. ;-)

Ale do rzeczy. Projekt w segregatorze opatrzony był nazwą Łzy Niebios. Ale po skończeniu wisiora stwierdzam, że nazwa jest nieadekwatna, bo jest bardzo... Kojący. Więc mam bezimienny wisior z Aniołem. 



A teraz uciekam wznowić nierówną walkę ze zbyt krótką dobą.

Pozdrawiam,
Wehlen.

P.S. Obiecuję bardziej regularne wpisy od przyszłego tygodnia. A nawet możliwą relację z Jarmarku św. Jakuba w Lęborku, bo będę. W sensie wystawcy będę. :-D

poniedziałek, 10 lipca 2017

O... Makrama... Oj

Witajcie!

Jakiś czas temu, pokazując Wam Stefanię, mówiłam, że zaczynam mieć głupie pomysły związane z modeliną. W końcu, robiąc pieczęć dla zezwolenia na praktykowanie magii dla mojej postaci RPGowej, stwierdziłam, że to jest TEN czas, bo przecież nie będę grzać piekarnika dla jednej tylko drobnej rzeczy. Więc przesiedziałam jeszcze trochę czasu przy stole rzeźbiąc w ryżu (albo lepiąc drobiazgi z modeliny.
Wypalone elementy wylądowały w jednej z szufladek. I czekały na swój czas. W końcu ten czas nadszedł. Wyciągnęłam dwa drobiazgi, sznurki do makramy i zaczęłam plątać. W tym miejscu muszę powiedzieć Wam jedno. Jeśli macie problemy z dłońmi i mikro motoryka Wam siada, to plączcie. Robiąc w sutaszu, koralikach, pisząc, rysując, cały czas myślałam, że moje dłonie wciąż są sprawne i nie pojawiły się zesztywnienia palców i ograniczenia ruchu. Niestety, są. To widać po kolczykach, które Wam pokażę, bo supełki nie są idealne. Sznurki uciekały mi z rąk, palce wykręcały je czasem dziwnie... Muszę więcej plątać, w nadziei przywrócenia sprawności. Możecie się więc spodziewać... Więcej makramy.

No dobra a teraz kolczyki:



 Co sądzicie o idei takiego połączenia?


Pozdrawiam,
Wehlen.


P.S. Zdałam teorię na prawko! Czekam na ustalenie terminu praktyki. :-D

poniedziałek, 3 lipca 2017

Wilczy wisior

Witajcie!

Obiecałam wczoraj wisior. Tym razem bez szaleństw. Koraliki, sutasz i mój ostatni wilczy kaboszon. W sensie: ostatni z trzech identycznych. Coś czuję, że będzie więcej, ale raczej z moimi rysunkami, czy coś. Choć to plan na odległą raczej przyszłość.
Wracając. Projekt tego wisiora powstał dawno i do innego kaboszonu. Ale tamtego już nie mam, bo dostał inną oprawę, więc uznałam wilka za dobry pomysł.
Dobra, nie przedłużam już.



A teraz uciekam ogarnąć stertę oczekujących projektów (albo scenariusz sesji, albo pokuć do egzaminu...).
Pozdrawiam,
Wehlen

niedziela, 2 lipca 2017

Relacja pofestynowa. Bo czemu by nie

Witajcie!

Dziś będzie z innej beczki i bez nowości. Za to obiecuję pokazać jutro sutaszowy wisior. :-)

Parę (paręnaście?) dni temu złapała mnie właścicielka siłowni, na której trenuję i spytała, czy mam ochotę wystawić się z rękodziełem na organizowanym przez nich festynie rodzinnym połączonym z maratonem fitnessu na trampolinach. Po sprawdzeniu, że niedzielę mam wolną, radośnie przystałam na propozycję. I tak oto nastał dzień dzisiejszy...

Jestem osobą, która nie cierpi się spóźniać, więc na miejscu wylądowałam tak wcześnie, że obecny był tylko wielki szef. ;-)



Potem przybyła jego świta i mnie otoczyła.



Nawet znalazł się jeden śmiałek, który postanowił zbliżyć się do wilkołaka.



Po chwili został tylko jeden cichy strażnik, który miał mnie na oku. ;-)



W końcu, jakoś bliżej momentu rozpoczęcia imprezy zaczęto rozkładać scenę i pojawili się organizatorzy. Jupi! Poznałam panią Krystynę, z którą miałam wspólne stoisko. Robi śliczne szydełkowe torebki. :-D W kilka chwil później kręciłyśmy się we dwie po przydzielonym namiocie i ustawiałyśmy stoisko. A wyglądało ono tak:




 Niedługo po tym, jak skończyłyśmy, na scenę weszła pierwsza instruktorka i zaczął się maraton. Zdjęcia z tej części można obejrzeć tutaj: KLIK.

Ogółem poznałam sporo fajnych, pozytywnych ludzi. To na plus. Widziałam, jak wyglądają zajęcia salsy połączonej z fitnessem (przemawia do mnie bardziej niż zumba i gdyby nie stoisko, tańczyłabym pod sceną, choć jeszcze nie do końca moje klimaty). To na plus. Na minus nasza pogoda. Zimno, wietrznie, więc przemarzłam na kość.

Ale warto było. :-D




Pozdrawiam,
Wehlen

środa, 28 czerwca 2017

Dovah! Czyli wilkołak spełnia swoje marzenia

Witajcie!

Powtarzałam sobie setki razy, że pasje można łączyć. Nawet na blogu wspominałam kilka razy o planie połączenia rękodzieła i innych moich pasji. I o ile smoki zaczęły się czasem przewijać, to bałam się drgnąć dalej. A przecież, fantastykę, RPG i gry komputerowe można na tak wielu płaszczyznach połączyć z rękodziełem!

No i w końcu, po ogólnie pozytywnym odbiorze moich prac około RPGowych, odważyłam się i powstało kilka projektów związanych z ulubionymi grami, filmami, książkami... Powoli będę więc tworzyć w wymarzonym jakiś czas temu kierunku.

Na pierwszy ogień poszła gra z jednej z moich ulubionych serii "The Elder Sdrolls", a dokładniej... Znaczniki z ostatniej części serii, gry "Skyrim". Pierwszy, jakżeby inaczej, znacznik smoczego leża.

Od razu zaznaczam, ze na początku był to kolczyk... Ale nie przeliczyłam przy projekcie, ile w sumie mam koralików w rzędzie (ach, lenistwo). Wyszło więc tak duże, że dorobiłam opcję zawieszki i jest wisior. Z własnoręcznie robionym sznurkiem (bo nic mi nie pasowało)...


No to jeszcze zbliżenie na sam wisior. Dopiero przycinając zdjęcia zauważyłam, że mi się psi kłak zaplątał na smoczy pysk. Trudno, niech zostanie.


Pozdrawiam,
Wehlen