poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Tu! O tutaj!


Witajcie!

Raz jeszcze sięgam do grafiki Skyrima, by zrobić kawałek biżuterii. Znów znacznik z mapy. Tym razem znacznik miejsca, w którym jest ciąg dalszy bieżącego zadania. Kolczyki. Też były widoczne na zdjęciu stoiska.
Mam wrażenie, że coraz lepiej się tym bawię!






Pozdrawiam!
Wehlen

P.S. Skończyłam kurs. Zdałam egzamin. Jestem z siebie dumna, tym bardziej, że wygrałam z koszmarnym strachem przed samochodami. :-D

czwartek, 3 sierpnia 2017

Motylki

Witajcie!

Dziś krótko. Motylki. Widoczne były na stole na jarmarku. Mam tylko jedno ich zdjęcie, bo pofrunęły w świat. Ale wzór jest wdzięczny, więc będzie coś w rodzaju powtarzalności (no przecież jest tyle odmian motyli, a fantazja może dorzucić jeszcze kilka...). Motylki to jakiś taki wdzięczny temat jest...


Tak, wiem. Rozpisałam się niemiłosiernie. Ale mam za sobą strasznie ciężki tydzień. Jeszcze tylko jutro i z głowy. Będę mogła wracać do normy.

Pozdrawiam,
Wehlen

P.S. Ja chyba posty związane z zabawami będę wrzucać jako całkiem dodatkowe, jak tak dalej pójdzie ^^'

poniedziałek, 31 lipca 2017

Kubranko

Witajcie!

Ja wiem, że miały być biżutki widoczne na zdjęciu zbiorczym i inne powstałe w trakcie jarmarku, ale w końcu miałam czas usiąść z szydełkiem. Tunezyjskim dokładniej. No i w sumie robótka jest skutkiem jarmarku.
Jak widać, na pasku bocznym, postanowiłam wziąć udział we wspólnej nauce szydełka tunezyjskiego. Pierwszym zadaniem jest prostokąt. I w sumie na początku chciałam pójść na totalną łatwiznę i zrobić podkładkę pod kubek na stół roboczy. Ale tak fajnie mi się dłubało, że wkrótce zrobiło się za duże. Popatrzyłam wtedy na mój stalowy kubek, który mi na jarmarku poparzył łapki (odruchowo złapałam jak ceramikę z kawą w środku...) i postanowiłam zrobić kubeczkowe ubranko.

Najpierw zdjęcie w trakcie:



A tak wygląda gotowe ubranko. 



I ubrany kubełek.



Na koniec dodaję baner, lecę dorzucić linka i spadam na rower. :-D

 
https://beva-handmade.blogspot.com/2017/06/szydeko-tunezyjskie-dla-poczatkujacych.html

Pozdrawiam, 
Wehlen

P.S. W następnym, poście już obiecuję biżuterię... Serio!

wtorek, 25 lipca 2017

Jarmark! Czyli zbieranie nowych doświadczeń

Witajcie!

Ten wpis miał być wczoraj, ale przyznaję się, że musiałam odespać weekend... Praca od samego rana do wieczora na jarmarku przy świrującej pogodzie wykończyła mnie bardziej niż się spodziewałam.

Cała zabawa zaczęła się w piątek. O 7 rano. Dostałyśmy (bo miałam wspólne stoisko ze znajomą) miejscówkę w fajnym miejscu (na moście na deptaku) z bardzo sympatycznymi ludźmi po prawej i lewej. Stoisko jednak rozstawione miałyśmy dopiero po 9, bo musiałyśmy poczekać na namiot. W ulewie... Tak jarmark wygląda w dzień rozpoczęcia z samego rana:




W końcu udało się nam rozstawić, i schować przed ulewą już w naszym namiocie (na szczęście sąsiedzi nasi dali nam wcześniej schować się u nich). Więc w końcu nasze stoisko wyglądało tak:


I zbliżenie na moją część: 



Tak, wiem, na tym zdjęciu macie zapowiedź kilka najbliższych wpisów...
Ale co jeszcze? Wpadła znajoma, która wie, że tworzę, sama tworzy i przyszłą powymieniać się technikami.

Sobota była dla nas bardziej łaskawa. Choć dla odmiany zaatakowała upałem. Ale to był dzień już w pełni rozkręconego jarmarku. Zaczął się wizyta fascynującej pani. Starszej, ubranej nieco nietypowo, z włosami pofarbowanymi na czarno, nieco rozwianymi. Podeszła ze słowami "Ja chciałam życzyć pani udanego dnia i dobrego handlu!" i poszła. Po paru metrach cofnęła się ze słowami "bo ja wróżką jestem i pomyślałam, że szczęście przyniosę". Cóż mi zostało... Podziękowałam.
W miarę regularnie przechodziło to, co na jarmarku kocham chyba najbardziej (mam jakąś obsesję na punkcie bębnów), czyli miejscowy zespół Tremolo:

video


Z ludzi fascynujących, była starsza pani, która poprosiła o szybki kurs haftowania koralikami. Zachwycona wyjaśniłam wszystko co mogłam i pokazałam, jak robię wisior (nie ma go zna zdjęciach, dłubałam go cały weekend i do jego premiery jeszcze trochę czasu). 

W niedzielę już ruch był mniejszy i pogoda mniej agresywna. Choć już byłam dwoma poprzednimi dniami wykończona. I powiedzmy sobie szczerze, przeziębiona po piątku. Ale i tak było trochę ludzi, dla których warto było siedzieć. Panie, które przyszły pogadać, bo widzą bardzo drobiazgowe rękodzieło. Mili ludzie, którzy dzień wcześniej kupili moją biżuterię i pani przyszła pochwalić, że świetnie się nosi, bo miała na sobie...

Ogólnie jarmark ogłaszam udanym i jeśli się da, będę stać za rok. Mam nawet pomysł, jak to nieco rozszerzyć. Ale zobaczymy. W każdym razie mam dużo nowych doświadczeń i sporo zapały do dalszej pracy dzięki bezpośredniemu kontaktowi z odbiorcą. :-D

Mam nadzieję, że nikogo nie zanudziłam!
Pozdrawiam, 
Wehlen

P.S. Pisałam o przemyśleniach odnośnie bloga. Tak, na pewno posty będą regularnie dwa razy w tygodniu. W tym albo raz w miesiącu, albo co dwa tygodnie (chyba to drugie jest bardziej prawdopodobne) takie prace jak niedawny smok, czyli związane z innymi moimi pasjami. Pasuje? ;-)

wtorek, 18 lipca 2017

Anielsko nieco

Witajcie!

Sprawy mi się nieco pokomplikowały, mam znowu przemyślenia odnośnie bloga (spokojnie, jego formy a nie rezygnacji z). Zobaczymy co mi z tego wyjdzie. Ale najpierw. W ciągłym ostatnio zamieszaniu mignęły mi nowe osoby zaglądające na bloga i chciałam je bardzo serdecznie powitać w mych skromnych progach. Rozgośćcie się i bawcie się dobrze.

Wzięło mnie ostatni na dziwne projekty, na szukanie inspiracji, ale pewnych nawyków nie zmieniam. Co jakiś czas musi się pojawić anioł, żeby rozluźnić atmosferę. ;-) Dziś więc sutaszowy wisior. Z aniołem wisior. Kolejny eksperyment z formą. Uważam go nawet za udany. i zdradzę Wam sekret: zaczynam się bawić kolorami sutaszu. Bójcie się. ;-)

Ale do rzeczy. Projekt w segregatorze opatrzony był nazwą Łzy Niebios. Ale po skończeniu wisiora stwierdzam, że nazwa jest nieadekwatna, bo jest bardzo... Kojący. Więc mam bezimienny wisior z Aniołem. 



A teraz uciekam wznowić nierówną walkę ze zbyt krótką dobą.

Pozdrawiam,
Wehlen.

P.S. Obiecuję bardziej regularne wpisy od przyszłego tygodnia. A nawet możliwą relację z Jarmarku św. Jakuba w Lęborku, bo będę. W sensie wystawcy będę. :-D

poniedziałek, 10 lipca 2017

O... Makrama... Oj

Witajcie!

Jakiś czas temu, pokazując Wam Stefanię, mówiłam, że zaczynam mieć głupie pomysły związane z modeliną. W końcu, robiąc pieczęć dla zezwolenia na praktykowanie magii dla mojej postaci RPGowej, stwierdziłam, że to jest TEN czas, bo przecież nie będę grzać piekarnika dla jednej tylko drobnej rzeczy. Więc przesiedziałam jeszcze trochę czasu przy stole rzeźbiąc w ryżu (albo lepiąc drobiazgi z modeliny.
Wypalone elementy wylądowały w jednej z szufladek. I czekały na swój czas. W końcu ten czas nadszedł. Wyciągnęłam dwa drobiazgi, sznurki do makramy i zaczęłam plątać. W tym miejscu muszę powiedzieć Wam jedno. Jeśli macie problemy z dłońmi i mikro motoryka Wam siada, to plączcie. Robiąc w sutaszu, koralikach, pisząc, rysując, cały czas myślałam, że moje dłonie wciąż są sprawne i nie pojawiły się zesztywnienia palców i ograniczenia ruchu. Niestety, są. To widać po kolczykach, które Wam pokażę, bo supełki nie są idealne. Sznurki uciekały mi z rąk, palce wykręcały je czasem dziwnie... Muszę więcej plątać, w nadziei przywrócenia sprawności. Możecie się więc spodziewać... Więcej makramy.

No dobra a teraz kolczyki:



 Co sądzicie o idei takiego połączenia?


Pozdrawiam,
Wehlen.


P.S. Zdałam teorię na prawko! Czekam na ustalenie terminu praktyki. :-D

poniedziałek, 3 lipca 2017

Wilczy wisior

Witajcie!

Obiecałam wczoraj wisior. Tym razem bez szaleństw. Koraliki, sutasz i mój ostatni wilczy kaboszon. W sensie: ostatni z trzech identycznych. Coś czuję, że będzie więcej, ale raczej z moimi rysunkami, czy coś. Choć to plan na odległą raczej przyszłość.
Wracając. Projekt tego wisiora powstał dawno i do innego kaboszonu. Ale tamtego już nie mam, bo dostał inną oprawę, więc uznałam wilka za dobry pomysł.
Dobra, nie przedłużam już.



A teraz uciekam ogarnąć stertę oczekujących projektów (albo scenariusz sesji, albo pokuć do egzaminu...).
Pozdrawiam,
Wehlen

niedziela, 2 lipca 2017

Relacja pofestynowa. Bo czemu by nie

Witajcie!

Dziś będzie z innej beczki i bez nowości. Za to obiecuję pokazać jutro sutaszowy wisior. :-)

Parę (paręnaście?) dni temu złapała mnie właścicielka siłowni, na której trenuję i spytała, czy mam ochotę wystawić się z rękodziełem na organizowanym przez nich festynie rodzinnym połączonym z maratonem fitnessu na trampolinach. Po sprawdzeniu, że niedzielę mam wolną, radośnie przystałam na propozycję. I tak oto nastał dzień dzisiejszy...

Jestem osobą, która nie cierpi się spóźniać, więc na miejscu wylądowałam tak wcześnie, że obecny był tylko wielki szef. ;-)



Potem przybyła jego świta i mnie otoczyła.



Nawet znalazł się jeden śmiałek, który postanowił zbliżyć się do wilkołaka.



Po chwili został tylko jeden cichy strażnik, który miał mnie na oku. ;-)



W końcu, jakoś bliżej momentu rozpoczęcia imprezy zaczęto rozkładać scenę i pojawili się organizatorzy. Jupi! Poznałam panią Krystynę, z którą miałam wspólne stoisko. Robi śliczne szydełkowe torebki. :-D W kilka chwil później kręciłyśmy się we dwie po przydzielonym namiocie i ustawiałyśmy stoisko. A wyglądało ono tak:




 Niedługo po tym, jak skończyłyśmy, na scenę weszła pierwsza instruktorka i zaczął się maraton. Zdjęcia z tej części można obejrzeć tutaj: KLIK.

Ogółem poznałam sporo fajnych, pozytywnych ludzi. To na plus. Widziałam, jak wyglądają zajęcia salsy połączonej z fitnessem (przemawia do mnie bardziej niż zumba i gdyby nie stoisko, tańczyłabym pod sceną, choć jeszcze nie do końca moje klimaty). To na plus. Na minus nasza pogoda. Zimno, wietrznie, więc przemarzłam na kość.

Ale warto było. :-D




Pozdrawiam,
Wehlen

środa, 28 czerwca 2017

Dovah! Czyli wilkołak spełnia swoje marzenia

Witajcie!

Powtarzałam sobie setki razy, że pasje można łączyć. Nawet na blogu wspominałam kilka razy o planie połączenia rękodzieła i innych moich pasji. I o ile smoki zaczęły się czasem przewijać, to bałam się drgnąć dalej. A przecież, fantastykę, RPG i gry komputerowe można na tak wielu płaszczyznach połączyć z rękodziełem!

No i w końcu, po ogólnie pozytywnym odbiorze moich prac około RPGowych, odważyłam się i powstało kilka projektów związanych z ulubionymi grami, filmami, książkami... Powoli będę więc tworzyć w wymarzonym jakiś czas temu kierunku.

Na pierwszy ogień poszła gra z jednej z moich ulubionych serii "The Elder Sdrolls", a dokładniej... Znaczniki z ostatniej części serii, gry "Skyrim". Pierwszy, jakżeby inaczej, znacznik smoczego leża.

Od razu zaznaczam, ze na początku był to kolczyk... Ale nie przeliczyłam przy projekcie, ile w sumie mam koralików w rzędzie (ach, lenistwo). Wyszło więc tak duże, że dorobiłam opcję zawieszki i jest wisior. Z własnoręcznie robionym sznurkiem (bo nic mi nie pasowało)...


No to jeszcze zbliżenie na sam wisior. Dopiero przycinając zdjęcia zauważyłam, że mi się psi kłak zaplątał na smoczy pysk. Trudno, niech zostanie.


Pozdrawiam,
Wehlen

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Koty

Witajcie!

Zaczynam odnosić wrażenie, ze motyw kotów zaczyna mnie prześladować... ;-) Tym razem są to kolczyki. I już mogę powiedzieć, że takich kocich kolczyków trochę powstanie w wersjach różnego kociego umaszczenia, bo kształt mi się spodobał. Przy okazji nauczyłam się nowego splotu koralików. Same plusy! Za jakiś czas oprócz kolczyków powtarzać mi się będzie kocia bransoletka w nieco innej opcji kolorystycznej. Noż kocie prześladowania wilkołaka, jak nic! ;-)

Wstęp przedłużę, a co! Kolczyki na etapie "weź mi zrób" miały dwa opisy. Opis pierwszy, usłyszany przeze mnie. "Zrób mi kocie kolczyki. Takie jak twoje wilki. Taki koci łepek z takimi majtającymi się. Czarne. Takie, fajne, czarownicowate będą!". No i opis w moim notatniku brzmiał "Czarne kocie indiańce".

I tu, mówiąc szczerze, byłam zdziwiona, jak szybko i lekko poszło mi tworzenie projektu. Aż załapałam dzień projektowy i projektów różnistych powstało aż dwanaście sztuk. Więc bloga czeka zalew biżuterii koralikowej, bo mam jakąś fazę chwilowo. Czujcie się ostrzeżeni!

A teraz już bohaterowie dzisiejszego wpisu:



Siedziały grzecznie. niemal jak nie koty, więc i zbliżenie dało się zrobić. ;-)




Pozdrawiam Was serdecznie i zabieram się za kolejne kolczyki.
Wehlen

P.S. Tak! Zaliczyłam kaligrafię! Choć jeszcze lepszy był zachwyt na twarzach pozostałych graczy, jak zobaczyli nową tabliczkę. "Ale jak to... Po całości ręcznie...". Zezwolenia jeszcze nie widzieli, oj się zdziwią. :-D

 

środa, 21 czerwca 2017

Różyczki i mały bonus ;-)

Witajcie!

Dziś po raz kolejny... Kolczyki! Ha! Na pewno nikt się tego nie spodziewał! ;-)
Tym razem wzorek, który na tyle mocno przypadł mi do gustu, że będę go powtarzać. W innych wersjach kolorystycznych, rozmiarach i aranżacjach. Wzór w wersji kolczyków zrobionych znalazłam na Pintereście. Na bazie tamtych kolczyków powstało to:



Co myślicie o ewentualności powtórzenia tego wzoru?

Obiecałam bonus. Dwa projekty, które ostatnio pożarły mi sporo czasu. Oba związane z wielką moją miłością, jaką jest RPG. Mój ukochany Mistrz Gry (w normalnych warunkach zwany moim Niedźwiedziem) prowadzi naszą drużynę w ramach Gildii Poszukiwaczy Przygód. Miał na początku wydrukowaną kartkę z szyldem gildii na szybko zrobioną w prostym edytorze. No ale jak ma się żonę uczącą się historycznej kaligrafii i mającą 10k głupich pomysłów na minutę, to nie można takiej mieć długo. Porwałam więc kawałek tektury, który początkowo wyglądał tak: 




Jest to... Tylni panel bloku papieru do akwareli. Fajna sztywna tektura (blok nie wymagał żadnej podkładki!). Po paru dniach walki efekt prezentuje się tak:


Pisałąm, ze dwie rzeczy? Pisałam. Zaś odnośnie RPGów. Moja postać jest magiem i jako taki potrzebuje zezwolenia na praktykowanie magii. usiedliśmy razem, stworzyliśmy tekst, potem ja projekt według wytycznych zawartych w książkach. W końcu zabawa z tworzeniem odpowiedniego papieru, szkicu, dobieraniem kroju pisma... Ale sam zapisany tekst to za mało! Toż to oficjalne pismo! Musi być wstążeczka i pieczęć! Pieczęć powstała więc z modeliny. A całość wyglada tak i napawa mnie straszną dumą:


Tak, świetnie się bawię tworząc takie duperele... No i oba duperele zabieram w sobotę na ostatnie zajęcia kaligrafii przed wakacjami, jako pracę zaliczeniową. Myślicie, że zaliczę? ;-)

Pozdrawiam cieplutko,
Wehlen

środa, 14 czerwca 2017

Błękitki

Witajcie!

Wpadłam w kolejną maniakalną fazę tworzenia kolczyków, więc trochę się ich pojawi w najbliższym czasie. Na pierwszy rzut idą błękitki zrobione pod wpływem chwili i bez konkretnego planu. Ale efekt końcowy jest całkiem... Do rzeczy.




Chyba się łapią na Danuśkowe lazury, jak myślicie? Próbuję!

http://danutka38.blogspot.com/2017/06/cykliczne-kolorki-2017.html


Dziś krótko, bo przelotem. A teraz uciekam jeździć.
Pozdrawiam,
Wehlen


P.S. Jak się Wam podoba pomysł takiego tła zamiast dodawania łapki w rogu? ;-)

środa, 31 maja 2017

Kolczyki i sporo innych rzeczy

O rajuśku, się porobiło...

No dobra, to zaczynamy. Witam Was na wstępie bardzo serdecznie.  
Tak, wiem że zły wilkołak jestem i się odzywam losowo. Chwilowo nie poradzę. Miały być kartki. Miała być cała seria kartek na Dzień Matki. Ale bunt dłoni i kartki są, ale napisów brak. Jak rozruszam łapę, to będzie seria okolicznościówek. (ufff) Do tego mając tak strasznie dużo czasu, że aż doba mi za krótka, więc zapisałam się na kurs prawa jazdy. Kolejny pożeracz czasu i energii. Ale ej! Przecież w naszym świecie nawet żeby pracować w sklepie trzeba mieć prawko. No bo przecież każdy ma prawko, prawda? 

No ale czas wskoczyć na temat właściwy. Kolczyki! Staram się trzymać zasady nie powtarzania wzorów. Ale tym razem pojawiła się szczególna prośba, więc zmiękłam. Tak więc, smocze oczy wersja druga. Nieco poprawiona. Inny kaboszon, nowe lepsze wykończenie. (Tak! W końcu nauczyłam się robić wykończenie ładnie i dobrze. :-D).



Inna rzecz, o której nie pisałam z braku czasu i w ogóle. Dostałam od Małgosi X paczuchę pasków i narzędzi do quillingu. Chciałam jej tu raz jeszcze podziękować. Będą kartki i chyba inne duperelki. Ale powoli. Chwilowo zawalona biżutkami jestem, bo... 

Babi Raj się zbliża! Trzecia już edycja. Będę się wystawiać, jak zawsze. Więc tradycyjnie zapraszam do Lęborka 10 czerwca.  

Ufff! To chyba wszystko.
Pozdrawiam,
Wehlen

P.S. Już nie muszę kombinować na około ze zgrywaniem zdjęć na komputer, więc będę odzywać się bardziej regularnie. :-)

wtorek, 9 maja 2017

Przyzywanie wiosny

Witajcie.

Z racji, że wczoraj w drodze z treningu przemarzłam na kość, dziś musiałam sobie odpuścić. Ale iście wiosenną gimnastykę odstawiłam w domu biorąc się pełną parą za generalne porządki. Ale nie o takie przyzywanie wiosny mi chodziło. 

Dziś rano powitał mnie taki widok za oknem:


Normalnie aż z rozpędu sprawdziłam w kalendarzu, czy to maj na pewno... Ale że maj a mnie ta pogoda próbuje zmusić do braku ruchu, to zaczęłam dzień od przywoływania wiosny. Od Wielkanocy leżały sobie na parapecie i czekały na swoją chwilę skręcone w wolnej chwili quillingowe krokusy. One właśnie posłużyły mi do rytuału przywołania. Chyba nawet podziałało, ponieważ po paru godzinach sytuacja wyglądała tak: 


A teraz wygląda tak:


Tak przyznaję się, że zabawa paskami papieru mi się spodobała.

Nie dajcie się pogodzie, wiosna w końcu przyjdzie! :-D

Pozdrawiam, 
Wehlen

piątek, 5 maja 2017

Zakładka

Witajcie.

Miałam ambitny plan odpocząć. W końcu weekend długi na 4 dni, mój Niedźwiedź miał wolne, więc cóż robić, jak nie odpoczywać? No okazuje się, że spotkania i imprezy rodzinne mogą skutecznie zająć czas. Baaardzo skutecznie. Więc teraz odpoczywam zawalona robotą (życie bywa dziwne). Ale zdążyłam w niedzielę wydłubać zakładkę. W poniedziałek jechaliśmy do mojej mamy, a że niedawno miała urodziny, nie byliśmy u niej w święta, to bardzo się spieszyłam, żeby prezent w niedzielę udłubać. Zdążyłam! Choć szydełkowanie trybem: 5 minut machania szydełkiem, kwadrans odpoczynku, jest denerwujące. Ale jest. 

Swoją drogą: nienawidzę szydełkowania ale kocham szydełkowanie brzmi trochę jak syndrom sztokholmski, albo początek uzależnienia. ;-)




Dobra, a teraz uciekam na trening, a po nim dłubię dalej co wisi na liście do zrobienia (tak! lista powstała! i straszy). Albo... Aktualnie walczę z czymś takim. Zgadujecie co się szykuje? ;-)



Pozdrawiam,
Wehlen
 

środa, 26 kwietnia 2017

Się porobiło...

Witajcie,

taki się ze mnie wytrwały bloger zrobił, że prawie tu nie zaglądam (nawet przegapienie rocznicy bloga zauważyłam dopiero niedawno). Niedobrze. Coraz więcej rzeczy nawet nie focę. Też niedobrze. 
A jest coś dobrze? No jest... Muszę robić więcej, bo kolejna edycja Babiego Raju się zbliża i już mam termin i już byłam pytana, czy biorę udział (nawet mam nadzieję na załapanie się na jedne warsztaty :-D) a jak mogę nie brać udziału, jak jestem od samego początku z imprezą związana? No jak? No i tworzyć muszę więcej niż tworzę i to na krótkie terminy. Jakieś szaleństwo zapanowało w moim życiu twórczym chwilowo.

Ostatnio udało mi się zrobić coś dla siebie po prostu, czy też raczej dla mojego Niedźwiedzia. Miałam niepokojąco spokojne święta, więc mogłam spokojnie podłubać. Ostrzegam, że to jest praca, w której wyłazi ze mnie totalny maniak fantastyki (mówiąc językiem młodych nie spolszczających wszystkiego "geek"). Haftowana zakładka, której projekt powstał na podstawie tego obrazka: 


Tyle tylko że... W wersji czarno-białej. Dla ciekawych: jest to symbol krasnoludów ze świata Warhammera (jak macie dodatkowe pytania - pytajcie). Moje szczęście krasnoludy uwielbia, a obydwoje bardzo lubimy ten konkretny świat, więc wybór wzoru był dla mnie dość oczywisty. Samo zaś projektowanie wzoru było niezłą zabawą.





Dość mam dłubania się z krzyżykami na jakiś czas (wmawiam sobie, żeby nie brać się za nie jak jest robota do zrobienia). Ale prac maniakalnych można się spodziewać (ale w większości po tych kompletnych wariactwach. Chociaż...).

Co do początkowej listy rzeczy niedobrze obiecuję poprawę. Szczerze. Zacznę focić! I zaglądać tutaj regularnie! Słowo wilkołaka!

Pozdrawiam, 
Wehlen

P.S. Zerknęłam na projekty. Tak, maniakalnych prac nawet należy oczekiwać. ;-)


piątek, 14 kwietnia 2017

Jeszcze trochę wielkanocnie

Witajcie.

Co może robić wilkołak, jak został cokolwiek unieruchomiony? Ano, rękodzielniczyć. Na szczęście dłonie funkcjonują, więc można tworzyć. W sumie rzeczy natworzyło się już na kilka postów i podzielić to jakoś sensownie będę musiała (choć zaliczyłam szydełkowy niewypał z winy zbyt grubej nici). Ale chyba poważnie będę musiała stworzyć jakąś listę, bo pomysłów mam coś dużo...

Dziś w każdym razie ostatnie okołoświąteczne twory. Ostatnia partia jajek (tym razem jajca seryjne ;-) ).



No i parę kartek (bo jak się rozkręciłam z paseczkami, to machnęłam nadmiar kwiatków, to na kartki się zdały). Dopiero tnąc zdjęcia na kompie odkryłam, jak strasznie drżą mi ręce. No cóż, już nie mam jak zdjęć poprawić...




Pozdrawiam, 
Wehlen

środa, 5 kwietnia 2017

Karczochowe jajca

Obiecałam więcej. Jaj w sensie. Coś czuję że na wstążki to ja długo patrzeć nie będę mogła. Ale przy okazji robienia tych jaj odkryłam ciekawą rzecz. Robienie karczochów jest trochę jak zmywanie. Co prawda nie mam pomysłów na morderstwa, ale jest to robota tak odmóżdżająca, że umysł mój śmiga sobie swobodnie i co jakiś czas bez przeszkód skrzy ideami. Przerażające w sumie. Ale dzięki temu mogę zapowiedzieć powrót do makramy z baaardzo nietypowymi kaboszonami. Muszę tylko dobrze zaplanować działania, żeby się ze wszystkimi ideami jakoś w czasie zmieścić. A jeszcze paroma ideami zostałam ostatnio zainfekowana, a tego zakażenia nie mam zamiaru leczyć. ;-)






No dobra. A co się działo u mnie, że wsiąkłam? Po pierwsze wróciłam do swej wielkiej miłości jaką są RPGi. Wcięło mi to na starcie sporo czasu, bo po kilku latach przerwy potrzebowałam nieco odrdzewieć i przypomnieć sobie jak się prowadzi kampanię wykańczając graczy nerwowo. Przy okazji sprawdziłam też, czy potrafię żyć bez rękodzieła i... Wrąbałam się w parę czasożernych projektów (haft to już nie tylko powstający w żółwim tempie ptak). A! Odpowiedź brzmi: nie potrafię. Do tego wszystkiego weszło małe przemeblowanie i próby ogarnięcia chaosu. W związku z tym wszystkim jestem do tyłu z taką ilością rzeczy, że nie wiem za co łapać. Zastanawiam się, czy rozpisany plan by tu cokolwiek pomógł... (już to widzę. 1. Przegląd sznurków. 2. Zalać mózg na noc odrdzewiaczem. 3.Schować wstążki głęboko do listopada, niech nie straszą)

Pozdrawiam,
Wehlen

P.S. Uzupełniłam listę zaliczonych książek (tak, w niektórych przypadkach to zaliczenie należy traktować dosłownie "Skończone! Potęgi, co za szmira...").

wtorek, 4 kwietnia 2017

Wciąż istnieję

Witajcie

Tak, wiem, wilkołak wsiąkł na miesiąc, ale żyje. Nawet żadnej kończynki mu nie brakuje. ;-)
Musiałam ogarnąć parę rzeczy. Zrobić krok w tył i popatrzeć na sprawy na spokojnie. Wciąż porządkuję pliki do przerzucenia na nowego kompa i robię listę brakujących programów, żeby je za jednym zamachem zainstalować. Poza tym wiecie no... Andromeda wyszła i wciągnęła mnie na amen.
Ale wróciłam, tak nieco przed jajcarskimi świętami z iście jajecznymi postami. 

Nie mam zwyczaju dekorowania domu na Wielkanoc. Powiedzmy sobie szczerze. Ja naprawdę nie lubię świąt. Wszelkich... Ale przymusiło mnie, więc zaczęły powstawać wielkanocne dekoracje. Bo czemu by nie?

Uległam fascynującej modzie oklejania jajek sznurkiem. Pierwszy efekt prezentuje się tak. W sumie nawet mi się podoba. Nawet bardziej, niż oczekiwałam.



Jutro coś więcej. Póki co: żyję. ;-)

Pozdrawiam,
Wehlen

PS. Tak, jestem świadoma, że zdjęcie jest kiepskiej jakości. Ale chwilowo nie poradzę.

wtorek, 21 lutego 2017

Sokole oko

Witajcie.

Chciałam napisać krótko i sensownie ale coś mi się wątki plączą i każdy ucieka w swoją stronę. Więc będzie dłużej, mam nadzieję że nie chaotycznie.

Wiecie, że wilkołaki to bestie wredne czasem? Ale nie jest to zamierzone. Po prostu wychodzi. I tak polazłam dnia pięknego zimowego z przyjaciółką na zakupy. Weszłam do sklepu po kadzidełka a tam były kamyki. W sumie wiedziałam, że miewają kamienie ozdobne, ale jakoś zawsze przechodziłam nad nimi i szłam dalej, bo bryłki... Co ja zrobię z bryłką? Ale tego dnia zatrzymała mnie przy nich promocja. "Kupię może jakiś ładny, niech leży, może mnie kiedyś najdzie". Chyba każdy, kto tworzy ma czasami takie momenty zakupowe... No ale stanęłam nad nimi i mi zgrzytnęło. Z jednej strony odezwały się we mnie lata nauki o minerałach używanych przy produkcji biżuterii, z drugiej nauczyciel... No i (w sumie tylko dlatego, że byłam jedynym klientem) spytałam grzecznie pani, czy ona te kamienie dostaje opisane może. Okazało się, że opisuje sama na podstawie książki, bo w sumie się nie zna. Zrobiłam więc skrócony wykład o różnicach między tygrysim, bawolim a sokolim okiem. Bo tygrysie było pomieszane z bawolim, a sokole opisane jako bawole (zgroza). 
Skąd ten wstęp? Ano stąd, że wyszłam wtedy ze sklepu mając w torebce papierową paczuszkę ze ślicznym agatem, ciekawym fluorytem i tymi dwoma ślicznościami:


To właśnie, moi mili jest sokole oko. Śliczne, prawda? 

A teraz trochę teorii (za wikipedią):
Kwarcowe sokole oko lub kwarcowe jastrzębie oko – niebieskoszara, niebieskozielona lub niebieskobrunatna, nieprzezroczysta odmiana kwarcu. Wykazuje optyczny efekt kociego oka w postaci wędrującej podczas poruszania kamieniem, pasowej migotliwości.

No dobra. A po tym przydługim wstępie oznajmiam radośnie, że udało mi się po zbyt długiej zdecydowanie przerwie, wrócić do tworzenia. Przerwa nie wynikła z mojej winy, ale i tak za nią przepraszam. W każdym razie siadłam w końcu na stanowisku roboczym, złapałam za jeden z kamieni i stwierdziłam, ze to jego czas. Przegrzebałam sznurki, w głowie zaczął mi się tworzyć projekt i zabrałam się do pracy. W sumie projekt poszedł do kosza jakoś w połowie pracy, bo sznurki i kamień chciały czegoś innego (też tak czasem macie?). No ale w końcu powstał wisior.


I żeby było uczciwie: efekt kociego oka:


video

Skąd różnica w kolorach? Pierwsze zdjęcie było zrobione w słoneczny dzień w świetle naturalnym, drugie z lampą błyskową a trzecie (filmik) przy świetle lampy z żarówką małej mocy dającą ciepłe światło.

 Ze względu na kolorystykę łapie się on chyba na papuzie kolorki, więc zgłaszam. A co do papug. Jak byłam dzieckiem, hodowaliśmy z braćmi faliste. W sumie przypomniało mi się przez baner zabawy. :-)

http://danutka38.blogspot.com/2017/02/cykliczne-kolorki-luty-2017.html


Zakończę pytaniem, chcecie by dorzucać informacje o kamieniach, których używam? Tak jak tutaj?

Pozdrawiam ciepło,
Wehlen

P.S. Znów zaczynam plątać sznurki. W końcu się odblokowałam. :-)
P.S. Ostrzegam, że posty mogą pojawiać się znacznie rzadziej, niż bym chciała, ale wymyśliłam sobie trochę czasochłonnych projektów i jakoś muszę znaleźć czas na wszystko.
I P.S. po raz trzeci: przepraszam za długość posta, ale czasami człowiek, jak i wilkołak, musi ;-)