poniedziałek, 10 sierpnia 2020

Porządek w chaosie

Cześć!

Moje życie przez lata było strasznie chaotyczne i teraz zaczynam powoli to ogarniać. Dlatego też pojawiam się tak rzadko. Do tego pojawili mi się w domu nowy domownicy. Ale po kolei.

Oczywiście, że nie zapomniałam o rękodziele. Wręcz przeciwnie, otwieram niewielki sklepik na Facebooku. Jak będzie gotowy, wrzucę linka w panel boczny.

Skrótowo co się dzieje:

1. 7 maja zobaczyłam ogłoszenie o małym czarnym kitku szukającym domu. Malec bez oczka. Dzikusek z działek. A ja? Zakochałam się od pierwszego wejrzenia i już kilka dni później w moim domu pojawiła się Zjawa.


2. Nagle zaczął mi chorować mój kochany Iskra. Dwa miesiące walki i szukania przyczyny. Jest tydzień po operacji. Dochodzi do siebie. Weterynarze mówią, że uratowaliśmy mu życie.


3.Przygotowuję się do pójścia na studia. Podyplomówka z kynopsychologii.

4. Po sprawdzeniu około 200 szczeniaków w moim życiu pojawiła się Deanna. Mieszaniec husky i owczarka niemieckiego. Pięknotka o cudownym charakterze. Czeka ją długie szkolenie i będziemy razem pracować. Ma być psem terapeutycznym.


5. Okazało się, że depresja była u mnie objawem. Rozpoczęłam walkę z głębszym problemem.

6. Rozpoczynam walkę z wiatrakami, czyli batalię o to, by psy terapeutyczno - towarzyszące uznać prawnie za psy asystujące osobom z zaburzeniami psychicznymi. Koniec dyskryminacji!

7. Niesie mnie gniew i bunt. Z niezgody na pewne zjawiska w Kościele zaczynam działać. Wystarczy już skrzywdzonych chorych.

8. W sierpniu prowadzę cykl warsztatów twórczych dla dzieci. 


 

W skrócie: dzieje się. Również twórczo.

Niedługo więcej. 

Paaaaa

Wehlen 

sobota, 4 kwietnia 2020

Odrodzenie

Cześć!

Musiałam nieco zwolnić (ciężko prowadzić szkołę tańca przy epidemii), więc regularnie babram się farbą. Ostatnio powstał kolejny bardzo ważny dla mnie obraz - feniks. Głowa taka a nie inna namalowała się sama, więc myślę, że to efekt mojej mojej podświadomości krzyczącej, że kocham papugi.



Próbuję też, mimo wszystko nieustannie nowych rzeczy. Na przykład wzięłam ostatnio udział w bardzo ciekawych warsztatach (przez Internet) malowania intuicyjnego. Powstało w ramach nich takie coś. Chyba rozpocznie serię tego typu obrazków.


Następnym razem już biżuteria, obiecuję.
Pozdrawiam,
Wehlen :-D

środa, 19 lutego 2020

Chaos, kreatywność, działanie

Cześć! 

Znowu bardzo długo mnie nie było, ale mam dobre usprawiedliwienie. Strasznie dużo się w moim życiu dzieje.Po pierwsze... Nie ma już w nim Niedźwiedzia. Zrobił rzeczy niewybaczalne. Rozchodzimy się ( i mimo wszystko staramy się to zrobić w zgodzie). Niestety wywołało to kolejny epizod depresyjny. Zwiększenie dawki leków wyłączyło mnie na jakiś czas z funkcjonowania sensownego. Ale odkryłam też nową siebie. A w sumie nadal ją odkrywam. Jestem całkiem inną osobą niż myślałam. I dobrze mi z tym! Odkrywam siebie silną, niezależną, kochającą siebie. Odbywam fascynującą podróż wgłąb siebie. 

Udało mi się otworzyć szkołę tańca. Zebrała się grupa. W marcu ruszam z regularnymi zajęciami. Uznaję to za mój niesamowity sukces.

Od dziś udzielam korepetycji z chemii. Zgłosił się pierwszy uczeń. Stresuję się. ^^'

Bardzo dużo tworzę. Część tworów dołączę tutaj, a resztę będę powoli będę publikować.

Czuję się dobrze. Co prawda długa terapia jeszcze przede mną, bo wróciły rzeczy, których nie chcę pamiętać. A to znaczy, że nie przetrawiłam ich jeszcze i wciąż mnie krzywdzą. Ale jest dobrze. Widzę efekty terapii. To bardzo ważne.

Ogółem pracuję bardzo dużo i sprawia mi to niesamowitą radość. W marcu wystawiam swoją twórczość na imprezie masowej. I będę prowadzić prelekcję o tańcu i warsztaty tańca.


To tyle lego u mnie. A teraz nowości. ;-)




A na koniec jako bonus malutki wycinek z codzienności zawodowego tancerza. ;-)



Pozdrawiam serdecznie i już zapraszam na kolejny wpis o... Papierowych kolczykach.

Pozdawiam, 
Wanda

czwartek, 1 sierpnia 2019

Plażowa sesja zdjęciowa

Cześć!

Obiecałam taniec, więc póki co będzie na zdjęciach.

Przyjaciółka wyciągnęła mnie i męża na plażę na zachód słońca, więc... Postanowiłam się ubrać odpowiednio, wziąć trochę sprzętu i się nieco powyginać. A oto efekty:




TAK! Wylazłam z tańczeniem z domu!!!

Pozdrawiam,
Wehlen

czwartek, 18 lipca 2019

Twarz za wilkołakiem

Cześć.
Dziś będzie poważnie. I to chyba poważniej niż kiedykolwiek, bo zamierzam napisać o sobie.
Mam na imię Wanda. Jak każdy inny mam za sobą wzloty i upadki. W tym bardzo ciężkie upadki. Jeszcze nie tak dawno byłam pewna, że chcę umrzeć. Ba! Leżałam zwinięta w kłębek wyjąc z bólu, którego nic nie mogło ukoić i błagam o śmierć. Rozważałam samobójstwo jako całkiem logiczne wyjście. Blizny po ranach zadanych sobie samej by mieć iluzję ucieczki od tego co działo się w mojej głowie będę nosić do końca życia. Tak. Mój mózg próbował mnie zabić. Dalej próbuje coś takiego podszeptywać w trudniejszych momentach, ale nie daję się draniowi. Całkiem głośno krzyczy, że jestem zerem i nic nie osiągnę, krzyczy to dobrze znanym głosem.
Dlatego w grudniu zniknęłam i ciężko mi było wrócić. Depresja zaatakowała wtedy z niesamowitą mocą. Teraz, po siedmiu miesiącach leków i terapii funkcjonuję na tyle, by móc podejmować ważne życiowe decyzje, choć robię to z wielką ostrożnością. Nie. Nie napiszę, że po tym czasie jest dobrze. Nadal jest źle, podjęłam terapię na dziennym oddziale psychiatrycznym w miejscowym szpitalu, zobaczę gdzie mnie to zaprowadzi. Ale postanowiłam żyć, walczyć o swoje życie i swoje szczęście. Stąd decyzja o leczeniu. Stąd decyzja o moim wielkim przedsięwzięciu i ogromnych zmianach w moim życiu. Dlatego już nie chcę pracować w biurze. Szkoda życia, jest kruche i jest w naszych nieostrożnych rękach.
Kim jestem? 
Artystą. Maluję i rysuję od lat. W końcu, po licznych eksperymentach odnalazłam ukochane techniki i własny styl. Odkryłam, że mnie to uspokaja, pozwala wyrazić emocje nawet wtedy, gdy mam problem z nazwaniem ich.
Rzemieślnikiem. Robię biżuterię i kocham to robić. Rozwijam się w tym kierunku od jakoś ćwierć wieku. Nie mam zamiaru przestawiać. Jest jeszcze wiele rzeczy, których nie potrafię. Pewnie do końca życia będę znajdować takie rzeczy i wciąż się uczyć.
Tancerką. Kilka razy wspominałam na blogu o tańcu. Konkretnie od ośmiu lat tańczę taniec brzucha. Od dwóch tańczę taniec współczesny (szeroko rozumiany) z wesołą gromadka, z którą tworzymy zespół tańca. Przez ostatni rok uczyłam się uczyć tańca brzucha. Na jesieni zamierzam otworzyć szkołę tańca. W planie mam też wyjście z tym do świata i występowanie na scenie. Powoli wytwarzam własny styl tańca. Współpracuję z genialną choreograf i tancerką tańca współczesnego. W tańcu rozwijam się bardzo mocno. Jeśli chcecie, mogę czasem wrzucać coś związanego z rzeczami, których się uczę i które ćwiczę, by urozmaicić mój taniec.
Projektant kostiumów. I w znacznej mierze wykonawca. Na własne potrzeby. Tu wchodzą w grę dwie rzeczy: cosplay i stroje sceniczne. Z tym dopiero zaczynam i głównie chce się tym dobrze bawić.
Jestem jedną z tych dziwnych osób, które czasem widzicie i patrzycie zaskoczeni. Kolorowa, szalona, nieprzewidywalna. Kobieta, która śpiewa co jej w duszy gra i tańczy do muzyki, którą słyszy w  głowie. Mówi co myśli i nie przejmuje się co o niej myślą inni. Taka jestem i coraz bardziej się taką staję.
Dlaczego napisałam o chorobie? Żeby każdemu, kto tu zajrzy uświadomić, że depresja to podstępny wróg. Koszmarna choroba, która często atakuje niepostrzeżenie. Która niszczy życie i bardzo często zabija. Która spotyka się ze strasznym brakiem zrozumienia ze strony otoczenia chorego, co często pogrąża go jeszcze bardziej. Ale choć jest straszna, to można z nią walczyć. I są ludzie gotowi pomóc.
Jeśli podejrzewasz chorobę u siebie, bądź kogoś bliskiego poszukaj fachowej pomocy. Psychologowie to cudowni ludzie, którzy naprawdę pomagają. Leki, jeśli są konieczne, naprawdę robią różnicę. Leczenie to nie koniec. To może być początek nowego,  cudownego rozdziału. Tylko trzeba dać sobie szansę. 
Stoję teraz  na początku mojej nowej, niezwykłej drogi. Mam nadzieję, że chętnie ruszycie nią ze mną.

Podrawiam,
Wehlen

wtorek, 9 lipca 2019

Obroża + ostrzeżenie

Hej!

 Dawno mnie tu nie było i wpadam przelotem jedynie aby pokazać Wam jedną z moich ostatnich prac i dać znać, co się dzieje.

 Najpierw to drugie! Zycie moje i praca przebudowują się ostro (stan zdrowia otworzył mi oczy na pewne rzeczy). Nie pracuję już w biurze rachunkowym i nie zamierzam się więcej tak katować. Praca za biurkiem przez osiem godzin nie jest dla mnie (szczególnie z ponad godziną dojazdu w jedną stronę). Nie zamierzam już marnować życia na pracę, która nie daje mi satysfakcji i do tego pogarsza mój stan. Postanowiłam spróbować robić to co kocham i spełniać moje marzenia. Łączy się to ze znaczną przebudową tematyki tego bloga. Zaznaczam też od razu, że bloga nie będę łączyła z żadną inną moją działalnością i pozostaje on moją sferą osobistą. Jeśli ktoś będzie chciał mnie poznać od strony mojej pracy, to dorzucę w panel boczny związaną z tym stronę na facebooku (może i instagramie, jeśli się na tyle ogarnę).
Co się zmienia? Nie będzie tu już tylko biżuterii. Będą moje obrazy (a powstają i to całkiem inne niż kiedyś), będą powstające stroje do cosplayu i do tańca, a także sam taniec. Jeśli chcecie, kwestię mnie, tańca i sztuki w ogóle mogę przybliżyć w osobnym poście.
Dzieje się bardzo dużo. Zmieniam się ja, tak samo czas, by zmienił się ten blog. W związku z tym, możecie zauważyć i inne zmiany, nie tylko w treści. 

A teraz na osłodę tego przydługiego wywodu: mój ukochany jadeit raz jeszcze. Mały zielony buntownik, który nie chce się trzymać żadnej oprawy, tym razem został pewnym chwytem złapany i uwięziony w koralikach. Puki co nie próbuje się uwolnić, więc chyba mu dobrze. ;-)




Pytania? Oznaki zaciekawienia? Piszcie w komentarzach albo prywatnie, jeśli wolicie. Na pewno wrzucę coś jeszcze w tym tygodniu.
Pozdrawiam cieplutko,
Wehlen

wtorek, 2 kwietnia 2019

Czerń i biel

Cześć!
Na początku miało to wyglądać inaczej. Ale wiadomo, koncepcja często się zmienia w procesie tworzenia. Czerń i biel. Kolory, które zawsze wyglądają razem dobrze!


Jestem zachwycona efektem końcowym. A Wy?

Pozdrawiam,
Wehlen

niedziela, 17 marca 2019

Wracam!

Witajcie!

Choroba wciąż nie daje mi żyć, ale zaczęło mi panicznie brakować rękodzieła. Więc powoli wracam. Jest tu jeszcze ktoś? 😳

Tak na rozgrzewkę rzut na stół roboczy i ogólny plan działania.


Planów mam dużo. Powinno coś się zacząć dziać.

Pozdrawiam,
Wehlen

czwartek, 20 grudnia 2018

Zawieszenie

Cześć.

Dziś nie mam dobrych wieści.
Ze względu na stan zdrowia jestem zmuszona zawiesić swoją działalność związaną z prowadzeniem bloga. Nie dam rady ani tworzyć sensownych wpisów, ani tworzyć w ogóle.
Postaram się wrócić, jak mój stan się poprawi.

Pozdrawiam,
Wehlen

środa, 28 listopada 2018

Spinki do mankietów

Cześć!
Tak! W końcu zrobiłam sobie spinki do mankietów! Trwało to... Dłuuugo. Serio. Najpierw powstało kilkadziesiąt pomysłów, projekty... Zrobiłam kilka prób sutaszem. Lipa... Nic mi się nie podobało i nie odpowiadało moim wyobrażeniom.

W końcu w weekend stwierdziłam, że czyste kaboszony mam, farby akrylowe mam... coś można popróbować.

To miała być zorza polarna. Wyszło nie wiem co. Ale mam spinki do mankietów. I na pewno są oryginalne...


Nie jestem zadowolona. Moim jedynym usprawiedliwieniem jest to, że farb nie trzymałam w ręce od dawna, a moimi narzędziami były: wykałaczka, igła i palce.

Pozdrawiam,
Wehlen

piątek, 23 listopada 2018

Kółeczka

Cześć!
Nie te kolczyki miały być jako pierwsze. Ale trudno. To są drugie kolczyki tego typu, które zrobiłam. Te są robione na prośbę znajomej, której bardzo spodobały się moje. Stąd też taka... mocno inna kolorystyka.


Niedługo wrócę do wrzucania zaległości.
Trzymajcie się ciepło!
Wehlen

P. S. Jest 7.26 a wyświetlacz w pociągu pokazuje 15.48. Chyba skoczyłam w czasie, jak nie patrzyłam. 😉

poniedziałek, 12 listopada 2018

Bolesne przypomnienie

Cześć!
Zastanawialiście się kiedyś nad tym, dlaczego ktoś się wziął za rękodzieło? Szczególniej to pytanie kieruję to zaglądających tu twórców. Zastanawialiście się kiedyś dlaczego zaglądających zaczęliście robić to co robicie? U mnie zaczęło się boleśnie ale prozaicznie: od rehabilitacji. Żeby mieć choć w miarę sprawną dłoń zaczęłam tworzyć. Robić na szydełku, pleść makramę, robić z koralików...
Ostatnimi czasy odpuściłam sobie przez ogromną ilość innych obowiązków. Teraz tego żałuję.
Ta bransoletka jest z materiałów użyczonych. W sumie robiłam ją kiedyś, ale zapięcie okazało się za słabe, więc musiałam wymyślić coś innego. Znalazłam odpowiednie rozdzielacze i zabrałam się za wymianę.  I w trakcie tego prostego nawlekania koralików na żyłkę odkryłam, że odpuściłam rękodzieło na zbyt długo.
Oto bransoletka, która boleśnie przypomniała mi, dlaczego w ogóle zaczęłam z rękodziełem. Zrobienie jej zajęło mi dwie godziny. 😢


Jak się pozbieram, to zacznę projektować co dalej.
Pozdrawiam,
Wehlen

czwartek, 8 listopada 2018

Sutaszowe zaplątańce

Cześć!


Znowu piszę jadąc pociągiem. Chyba się od tego nie uwolnię. Wykorzystywanie każdej wolnej minuty, czy coś. W sumie przy okazji słucham w kółko jednej piosenki, żeby może wymyślić do niej choreografię, bo łazi za mną nieokreślona idea.

No właśnie. Ogólnie wiadomo, że nie potrafię się skupić za długo na jedn
ej tylko rzeczy. Tak też powstaje moja biżuteria. Najpierw obracam w głowie projekt robiąc co innego, potem zabieram się za fizyczną cześć tworzenia, zazwyczaj oglądając film albo serial. Tak też było tym razem. Wciągnięta bez reszty w przygody takiego jednego kapitana z 51.wieku, zabrałam się za szycie. Nawet nie zauważyłam, kiedy jasny w mojej głowie projekt stał się nagle zdecydowanie bardziej... skomplikowany. Spojrzałam na niego zachwycona. Choć to był dopiero pierwszy kolczyk. Na drugi dzień siadłam nad drugim zastanawiając się "jak ja to, na wszystko co fantastyczne, zrobiłam?!". Po dłuższych staraniach (i odparciu przez dzielnych agentów kolejnej inwazji na Ziemię) udało mi się zrobić drugi.

A więc! Czarne perły słodkowodne i biały sutasz.


No i wysyłam już w domu. Szalony dzień...

Pozdrawiam,
Wehlen

P.S. literki z poprzedniego posta to bastarda.

poniedziałek, 22 października 2018

Literki

Cześć!
Bardzo lubię, kiedy różne rzeczy, którymi się zajmuję, zazębiają się w jakimś punkcie. Ma to miejsce teraz, kiedy postanowiliśmy wziąć się za cosplay. Połączenie wyszło w miejscu dość niespodziewanym. Do strojów potrzebujemy pasków papieru z błogosławieństwami/zaklęciami połączonymi pieczęciami. O ile pieczęcie to małe piwo, bo nawet z modeliny się już robiło, to same paski są juz wyzwaniem.
Ale! Wspominałam chyba kiedyś, że zajmuję się kaligrafią historyczną/artystyczną, prawda? Potrzebowałam pisma nieco kanciastego, ale mniej czytelnego niż tekstura. Po intensywnych poszukiwaniach wybór padł na... No właśnie tu postanowiłam dać Wam pozgadywać: co to za dziwadło?



 Pozdrawiam poniedziałkowo,
Wehlen

P.S. Uwielbiam ten kształt "b" i "d". 😄 I jeszcze to "g". 😍

środa, 19 września 2018

Wróciłam!

Hej!

Przed chwilą odkryłam, że nie było mnie to już pół roku. Błąd! Ale wracam! I obiecuję poprawę!

Działo się w moim życiu dużo i zasadniczo dobrze.  Wciąż pracuję i rozwijam się w związku z tym. Wróciłam do jeżdżenia na konwenty, więc wrednego wilkołaka można czasami spotkać między ludźmi. 😆

Blog leżał, ale nie był zapomniany! Miałam czas i odpowiedni dystans, żeby go sobie spokojnie przemyśleć. Bo... szykują się zmiany. Początkowo myślałam, żeby połączyć go z działalnością zarobkową, ale stwierdziłam, że lepiej by było to moje własne miejsce w Internecie. A że będzie to mogę własne miejsce, to nastąpi mała zmiana formuły. Możliwa jest zmiana nazwy (po konsultacji z moim Niedźwiedziem). Rozszerzam na pewno tematykę. Oprócz rękodzieła będzie można tu znaleźć też różne rzeczy o fantastyce, może recenzje książek (jak kto chętny na czytanie tego), relacje z imprez (nie tylko fantastycznych) i nieco cosplayu (tak! wchodzę w magiczny świat kostiumów).

Zainteresowani? 😀

Pozdrawiam
Wehlen (optymistyczna jak nigdy)

poniedziałek, 26 marca 2018

Obrączka maga Cienia

Cześć!

Czasami jest tak, że różne pasje się w pewnym momencie zderzają i wtedy następuje reakcja zwana potocznie "łoooo... to można połączyć!". Tym razem powodem powstania takiej reakcji była rozmowa moja jako gracza z moim ukochanym mistrzem gry o przyszłości mojej postaci itd. Reakcja "łooo..." nastąpiła nagle i niespodziewanie  (one jakiś tak mają) po stwierdzeniu, że magowie tego typu odróżniają się od innych na co dzień dzięki żelaznemu pierścieniowi ze znakiem kolegium i w ogóle. No to ja mogę zrobić! Nie pierścień a obrączkę i nie żelaza a koralików, ale pomysł się spodobał. 

Wykorzystałam dwa odcienie metalicznych Toho w rozmiarze 15. Są to metallic moss i nickel. Obrączka jest o tyle nietypowa, że na niej naszyta jest druga warstwa koralików tworząca wypukły wzór. 





Z racji, że strasznie ciężko dobrze uchwycić wzór i wypukłość, dorzucam zdjęcie na mojej zupełnie niewyjściowej dłoni. Przynajmniej widać na nim, że wzór jest wypukły.



Pozdrawiam, 

Wehlen.

poniedziałek, 19 marca 2018

Smok szczęścia

Cześć! 

Łaził za mną od lat. Jedna z przyczyn mojej absolutnej miłości do fantastyki i wieloletniej fascynacji smokami. Jak zaczęłam tworzyć biżuterię gdzieś mi się tłukł po głowie. W końcu postanowiłam działać i zabrałam się za projektowanie. Po dobrych dwóch tygodniach projekt był gotowy.  Zostało kupić koraliki i dłubać. Wiecie jak mało jest odcieni szarych koralików? W ogóle straszna bieda z kolorami w 15... Ale zdobyłam co było potrzebne. Potem realizacja się nieco przesunęła przez Babi Raj.

W końcu z radością zabrałam się z realizację marzenia. Ponad tydzień dłubania, spędzony nad stołem roboczym weekend i straszny ból pleców, ale było warto.  Przedstawiam Wam Falkora - mój wymarzony naszyjnik. 



Jest moją dumą i powodem do radości. Tym właśnie powinien być prywatny smok szczęścia. 😉

Pozdrawiam kolejowo,

Wehlen

wtorek, 13 marca 2018

Poimprezowo

Cześć!

W sobotę był Babi Raj. Czwarta już edycja. Powiem szczerze, że z każdą kolejną dopada me większe zniechęcenie. Nawet nie chodzi o to, że pojawia się niewiele osób. Bardziej chodzi, niestety, o nieprzemyślane decyzje organizatorów. Zdecydowanie na plus jest to, że mieliśmy przypisane stoły, po raz pierwszy. Wiec nie było zajmowania najlepszych miejsc na zasadzie "kto pierwszy ten lepszy". Na minus ustawienie. Wylądowałam między dwiema osobami próbującymi się pozbyć starych ciuchów. Daleko od innych rzemieślników. 

Świetnym i niesamowitym w takich imprezach jest szansa spotkania z innymi twórcami. Odbyłam długą, serdeczną rozmowę z dwoma panami. Jeden pracuje z bursztynem, drugi ze skórą. Dowiedziałam się wiele na temat rodzajów skór i możliwościach ich wykorzystania. Porozmawialiśmy też o bursztynach, sutaszu, koralikach, łączeniu technik i klientach, którzy wolą zapłacić za logo. 

Żeby nie było, że tyko narzekam. Jak zapowiadałam, korzystam z tego, że teraz nigdzie mi się z tworzeniem nie spieszy, zabrałam się za spełnianie swoich marzeń. Zgadujecie co to? 😄


Niedługo wrzucę zdjęcie na dalszym etapie prac. 

Pozdrawiam cieplutko,

Wehlen


P.S. Ta książka jest bardzo ciekawym ujęciem historii kultury. I do tego nieźle napisanym! 


czwartek, 8 marca 2018

Kot niecnota

Cześć!

Wciąż jestem w ciągu szybkiego dorabiania rzeczy na sobotę. A tu jakiś kot, niecnota, przebiegł mi przez stół roboczy! Sami popatrzcie na ślady!



Dobra, już poważniej. Zastanawiałam się, jak małe kolczyki mogę zrobić z w miarę sensownym wzorem. To jest moja odpowiedź. Oczywiście są na sztyftach. A już skończone wyglądają tak:




Wszystkiego najlepszego wszystkim babeczkom, kobietom i samiczkom wszelkich gatunków! 

Udanego dnia wszystkim życzę! 

Wehlen


P.S. Tak, to kolejny post kolejowy. 😊

wtorek, 6 marca 2018

Miodowe agaty

Cześć!

Dziś wprowadzam nową jakość: posty powstające w drodze. Czyli kolejowe. Tak, właśnie jadę do pracy. Uznałam, że pisanie to dobry sposób na wykorzystanie czasu w drodze (kolejny obok książek i rysowania projektów).

Te agaty leżały w szufladzie długo czekając na swój czas. Sieczka jest prezentem od Małgosi  bloga Papierowy Jarmark (apka nie radzi sobie z eleganckim dodawaniem linków, więc będzie tak: http://papierowy-jarmark.blogspot.com/?m=1 ). Większy kamień wyhaczyłam w sklepie "indyjskim". Ogólnie agat to wdzięczny kamień do oprawy. Występują w takiej ilości barw i kształtów, że zawsze można coś znaleźć. A może po prostu mnie ciągnie do różnych odmian chalcedonu...

Przyznaję, że problem z tym wisiorem miałam straszny, bo nie mogłam go wyczuć. Ale uparłam się w końcu ruszyć te agaty. No i tak obszywałam go ostrożnie i niepewnie aż w końcu natchnienie przyszło i dalej poszło juz jakiś szybciej. Choć ze względu na kształt kamienia dodanie wykończenia było pewnym wyzwaniem. I tak oto powstał wisior, z którego jestem naprawdę dumna.


Jak się podoba? 

Trzymajcie się ciepło, bo pogoda zdradliwa! Udanego dnia! 

Wehlen